Mocarstwowa polityka Donalda Trumpa spotyka się z kolejnym stanowczym sprzeciwem na arenie międzynarodowej. Tym razem głos zabrała Kuba, której przywódca w pierwszym od dziesięciu lat obszernym wywiadzie dla zachodnich mediów skrytykował amerykańskie działania i zapowiedział zdecydowaną obronę suwerenności kraju. To kolejny sygnał narastających napięć w regionie, podsycanych przez niedawne decyzje Białego Domu wobec Iranu i zapowiedzi zaostrzenia kursu wobec innych państw.
Historyczny wywiad po dekadzie milczenia
Przywódca Kuby, Miguel Díaz-Canel, udzielił wywiadu, na który światowa opinia publiczna czekała od niemal dziesięciu lat. To pierwsza tak bezpośrednia i szeroko komentowana wypowiedź najwyższych władz kubańskich dla międzynarodowych mediów od czasu przejęcia sterów przez Raúla Castro. W rozmowie poruszono kluczowe kwestie stosunków dwustronnych z USA, które po krótkiej odwilży za czasów Baracka Obamy znów weszły w fazę głębokiego ochłodzenia.
Díaz-Canel nie pozostawił wątpliwości co do stanowiska Hawany. „Jesteśmy narodem, który wie, co to walka i poświęcenie. Nie pozwolimy, by ktokolwiek dyktował nam warunki lub naruszał naszą niepodległość” – stwierdził kubański przywódca. Jego słowa odczytuje się jako bezpośrednią odpowiedź na retorykę Donalda Trumpa, który wielokrotnie zapowiadał wzmożenie presji na reżim w Hawanie, cofnięcie ustępstw Obamy i nałożenie nowych sankcji.
Kulisy dwutygodniowego rozejmu USA-Iran
Wypowiedź kubańskiego przywódcy nie jest odosobnionym incydentem, lecz wpisuje się w szerszy kontekst eskalacji napięć, za której epicentrum uważa się Biały Dom. W ostatnich tygodniach uwagę świata przykuła sytuacja wokół Iranu, gdzie po serii prowokacyjnych ruchów administracji Trumpa ogłoszono dwutygodniowy rozejm. Analitycy wskazują, że decyzja ta była podyktowana chęcią uniknięcia natychmiastowego, otwartego konfliktu zbrojnego, który mógłby wciągnąć region w wojnę na pełną skalę.
Jednakże, jak podkreślają eksperci ds. międzynarodowych, taktyka Trumpa polegająca na „maksymalnej presji” tworzy niebezpieczną niestabilność. „Groźby i sankcje wymierzone w Iran, Kubę, Wenezuelę czy Koreę Północną nie izolują tych państw, lecz zmuszają je do szukania sojuszy i przyjmowania postawy konfrontacyjnej” – komentuje dr Anna Nowak, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. W efekcie, zamiast izolować przeciwników, Waszyngton może doprowadzić do konsolidacji bloku państw otwarcie sprzeciwiających się amerykańskiej hegemonii.
„Będziemy walczyć”. Kuba reaguje ostro
W swoim wywiadzie Díaz-Canel odniósł się również do wewnętrznej sytuacji na Kubie, podkreślając jedność narodu w obliczu zewnętrznych zagrożeń. „Historia nas uczy, że jedność jest naszą największą siłą. Będziemy walczyć o naszą rewolucję, naszą suwerenność i naszą przyszłość, wykorzystując każdy dostępny środek” – deklarował. To wyraźne nawiązanie do długiej historii konfliktu z USA, sięgającej czasów zimnej wojny, inwazji w Zatoce Świń i kryzysu rakietowego.
Reakcja Hawany jest szczególnie znacząca w kontekście zaostrzającej się sytuacji gospodarczej. Kuba, i tak zmagająca się z konsekwencjami dziesięcioleci embarga, odczuwa dodatkowe skutki pandemii COVID-19, która zdławiła kluczowy dla niej sektor turystyczny. Nowe sankcje z Waszyngtonu mogą więc uderzyć w już i tak kruchą gospodarkę wyspy. Mimo to, retoryka władz jest twarda i nie pozostawia miejsca na ustępstwa.
Geopolityczne reperkusje i przyszłość relacji
Stanowcze oświadczenie z Hawany rzuca nowe światło na dynamikę polityki zagranicznej drugiej kadencji Donalda Trumpa. Administracja amerykańska, koncentrując się na „amerykańskim pierwszeństwie”, zdaje się lekceważyć efekt domina swoich działań. Ostra postawa wobec Iranu spotkała się ze sprzeciwem europejskich sojuszników, a teraz podobny scenariusz rozgrywa się na Karaibach.
Co dalej? Scenariusze są różne. Niektórzy obserwatorzy spodziewają się dalszego zaostrzania sankcji i retoryki, co może prowadzić do incydentów na granicy konfliktu, zwłaszcza jeśli chodzi o wsparcie Kuby dla reżimu w Wenezueli. Inni wskazują, że tuż przed wyborami prezydenckimi w USA Trump może potrzebować spektakularnego „zwycięstwa” w polityce zagranicznej, a Kuba, ze względu na historyczne obciążenie, może stać się łatwym celem.
Bez wątpienia pierwszy od dekady wywiad przywódcy Kuby stanowi jasny sygnał dla świata: era krótkotrwałej odwilży definitywnie się skończyła. Kuba, podobnie jak inne państwa będące na celowniku Białego Domu, szykuje się na konfrontację. Słowa Díaz-Canela o walce i poświęceniu nie są tylko retoryczną figurą, lecz odzwierciedleniem przygotowań do długiego i trudnego okresu w relacjach z najpotężniejszym mocarstwem globu. Kolejne miesiące pokażą, czy ta konfrontacja pozostanie w sferze słów i sankcji gospodarczych, czy też wymknie się spod kontroli, stając się nowym, gorącym punktem na mapie światowych napięć.
Foto: images.iberion.media
















