Coraz więcej rodziców angażuje się w drobne spory między uczniami, oczekując od nauczycieli natychmiastowej interwencji. Jak wynika z relacji pedagogów, dorośli często kontaktują się z wychowawcami nawet późnym wieczorem, domagając się rozwiązania sytuacji, które ich zdaniem wymagają reakcji.
– Bywa, że rodzice dzwonią do mnie o godzinie 22, by poinformować o kłótni swojego dziecka z kolegą z klasy. Chcą, żebym natychmiast podjęła działania, choć często są to błahe sprawy, które dzieci mogłyby rozwiązać same – mówi nauczycielka z wieloletnim stażem, która prosi o zachowanie anonimowości.
Psycholodzy szkolni zwracają uwagę, że nadmierna ingerencja rodziców w konflikty rówieśnicze może osłabiać u dzieci umiejętność samodzielnego radzenia sobie w trudnych sytuacjach. – Dzieci uczą się negocjacji i empatii właśnie poprzez drobne spory. Gdy rodzic za każdym razem wchodzi w rolę mediatora, pozbawia je szansy na rozwój społeczny – tłumaczy dr Anna Kowalska, psycholog dziecięcy.
Problem nasila się szczególnie w dobie powszechnego dostępu do komunikatorów. Nauczyciele skarżą się, że granica między pracą a życiem prywatnym zaciera się, gdy rodzice oczekują odpowiedzi o każdej porze dnia i nocy. – Oczekiwanie, że wychowawca będzie dostępny 24 godziny na dobę, jest nierealne i niezdrowe dla obu stron – dodaje pedagog.
Eksperci zalecają, by w sytuacjach konfliktowych rodzice najpierw zachęcali dzieci do samodzielnej rozmowy z kolegą lub zgłoszenia problemu nauczycielowi w godzinach lekcyjnych. Dopiero gdy te metody zawiodą, warto rozważyć spotkanie z wychowawcą w wyznaczonych godzinach konsultacji.
Szkoły coraz częściej wprowadzają jasne zasady komunikacji z rodzicami, określające godziny, w których nauczyciele są dostępni. Ma to na celu ochronę czasu prywatnego kadry pedagogicznej oraz promowanie odpowiedzialności uczniów za własne relacje.
Foto: images.pexels.com
















