Polski tenisista rozpoczął mecz drugiej rundy Australian Open od wygranego gema serwisowego.
Hubert Hurkacz, rozstawiony z numerem dziewiątym, pewnie rozpoczął swój pojedynek drugiej rundy wielkoszlemowego Australian Open. Polak zmierzył się z Amerykaninem Ethanem Quinnem, który do turnieju głównego dostał się z kwalifikacji. Pierwszy gem, w którym serwował Hurkacz, zakończył się bezproblemowym zwycięstwem naszego reprezentanta, który objął prowadzenie 1:0.
Kontrola od pierwszych piłek
Hurkacz od początku meczu postawił na agresywną grę, wykorzystując swój największy atut – potężny serwis. Amerykanin, dla którego jest to debiut w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego, miał wyraźne problemy z odebraniem podań Polaka. Pierwszy gem zakończył się po zaledwie dwóch minutach, co świadczy o doskonałym rozgrzaniu i koncentracji „Hubiego”.
To było bardzo dobre, stabilne rozpoczęcie meczu. Hurkacz nie pozwolił sobie na żadne nerwowe błędy i od razu narzucił swój rytm – komentowali eksperci.
Stawka meczu i dalsze plany
Zwycięstwo w tym spotkaniu otwiera przed Hurkaczem drogę do trzeciej rundy, gdzie mógłby spotkać się z Francuzem Ugo Humbertem. Dla Polaka jest to kluczowy moment sezonu, aby zdobyć cenne punkty rankingowe i potwierdzić swoją pozycję w czołowej dziesiątce światowego rankingu ATP. W poprzedniej rundzie Hurkacz bez większych problemów poradził sobie z Australijczykiem Dane Sweenym.
Presja i oczekiwania
Mimo iż Quinn jest teoretycznie słabszym rywalem, mecze z tenisistami z kwalifikacji niosą za sobą specyficzną presję. Przeciwnik ma nic do stracenia, co często pozwala mu grać bardzo swobodnie. Hurkacz musi zatem utrzymać wysoką dyscyplinę gry przez cały pojedynek, aby uniknąć niespodzianki.
Dobra passa Polaka na początku sezonu daje kibicom nadzieję na udany występ w Melbourne. Jego cel to oczywiście jak najdłuższa obecność w turnieju i powtórzenie lub poprawienie swojego najlepszego wyniku na Australian Open, którym jest ćwierćfinał z 2024 roku.
Foto: www.unsplash.com
















