Były zawodnik ligi NBA, Damon Jones, stał się pierwszą osobą, która oficjalnie przyznała się do winy w rozległym śledztwie dotyczącym nielegalnych zakładów sportowych. Sprawa ta doprowadziła do zatrzymania ponad trzydziestu osób, w tym innych byłych graczy NBA oraz znanych przestępców.
Śledztwo, prowadzone przez federalne organy ścigania, ujawniło istnienie zorganizowanej siatki hazardowej, która działała na terenie kilku stanów. Według aktu oskarżenia, w proceder zaangażowane były osoby związane ze światem sportu, a także członkowie grup przestępczych. Skala afery jest tak duża, że zdaniem ekspertów może to być jeden z największych skandali hazardowych w historii amerykańskiego sportu.
Damon Jones, znany przede wszystkim z występów w takich klubach jak Cleveland Cavaliers czy Miami Heat, przyznał się do stawiania nielegalnych zakładów. Co ciekawe, wśród zakładów, które rzekomo miały być obstawiane, znalazły się mecze z udziałem LeBrona Jamesa, z którym Jones grał w jednej drużynie. Nie ma jednak dowodów na to, że James wiedział o tych zakładach lub brał w nich udział.
Eksperci prawni podkreślają, że przyznanie się Jonesa może być początkiem lawiny zeznań. W zamian za współpracę z prokuraturą, były koszykarz może liczyć na złagodzenie wyroku. W przeciwnym razie grozi mu nawet kilka lat więzienia oraz wysoka grzywna.
Afera ta rzuca cień na wizerunek NBA, która od lat stara się walczyć z hazardem wśród swoich zawodników. Liga wprowadziła już szereg szkoleń i programów edukacyjnych, mających na celu uświadomienie graczom ryzyka związanego z nielegalnymi zakładami. Mimo to, jak pokazuje ta sprawa, problem wciąż istnieje.
Sprawa Damona Jonesa będzie miała z pewnością dalszy ciąg. Prokuratura zapowiedziała, że w najbliższych tygodniach mogą zapaść kolejne decyzje w sprawie pozostałych oskarżonych. Środowisko koszykarskie z niepokojem obserwuje rozwój wydarzeń.
Foto: images.pexels.com
















