Rosyjskie media niezależne ujawniają prawdziwą skalę strat
Niezależne rosyjskie redakcje, w tym „Meduza” i „Nowaja Gazieta”, przeprowadziły szczegółową analizę danych z Rejestru Spraw Spadkowych oraz orzeczeń sądów. Na tej podstawie uzyskały przybliżone dane, które pokazują, że liczba zabitych rosyjskich żołnierzy na froncie jest znacznie wyższa niż oficjalnie podawana.
Metodologia i wyniki
Dziennikarze przeanalizowali dziesiątki tysięcy wpisów dotyczących dziedziczenia po poległych żołnierzach. Według ich szacunków, od początku inwazji na Ukrainę zginęło co najmniej 75 tysięcy Rosjan. To liczba, która – jak podkreślają – może być niedoszacowana, ponieważ nie uwzględnia żołnierzy z tzw. republik ludowych Donbasu czy najemników z Grupy Wagnera.
„To nie jest parada zwycięstwa, to parada śmierci. Każdy z tych żołnierzy to syn, ojciec, brat. Reżim Putina ukrywa prawdę, bo boi się reakcji społecznej” – mówi w rozmowie z niezależnym portalem były rosyjski oficer, który poprosił o anonimowość.
Porównanie z oficjalnymi danymi
Kreml od początku wojny podaje jedynie wyrywkowe dane. Ostatni raz oficjalne liczby przedstawiono we wrześniu 2022 roku, gdy minister obrony Siergiej Szojgu mówił o 5937 zabitych. Tymczasem niezależne źródła, w tym brytyjski wywiad wojskowy, szacują straty Rosji na ponad 150 tysięcy zabitych i rannych. Różnica jest więc ogromna.
Eksperci zwracają uwagę, że ukrywanie strat ma na celu utrzymanie morale w armii i w społeczeństwie. „Gdyby Rosjanie znali prawdę, poparcie dla wojny gwałtownie by spadło. Dlatego reżim ucieka się do manipulacji i cenzury” – komentuje politolog prof. Andriej Kolesnikow z Uniwersytetu w Moskwie.
Konsekwencje demograficzne i społeczne
Skala strat ma już widoczne skutki w rosyjskich regionach, zwłaszcza w biedniejszych republikach, takich jak Buriacja czy Dagestan, skąd rekrutuje się najwięcej żołnierzy. W niektórych wsiach ginie co trzeci zmobilizowany mężczyzna. To prowadzi do kryzysu demograficznego i wzrostu napięć społecznych.
Niezależne media podkreślają, że prawdziwa liczba ofiar może być jeszcze wyższa, ponieważ wiele ciał nie zostało zidentyfikowanych, a rodziny nie zgłaszają się po odszkodowania z obawy przed represjami. „To milcząca tragedia, która rozgrywa się na naszych oczach” – podsumowuje redakcja „Meduzy”.
Foto: images.pexels.com













