Koniec z chemią i ciężkim sprzętem
Złotowskie akweny, będące wizytówką regionu, od lat borykają się z nadmiernym nagromadzeniem osadów dennych oraz masowymi zakwitami sinic. Coraz częstsze alarmy o spadku przejrzystości wody i obumieraniu ryb skłoniły lokalne władze do poszukiwania alternatywnych metod rekultywacji. Zamiast kosztownych i inwazyjnych zabiegów mechanicznych, miasto postawiło na rozwiązanie oparte na mikrobiologii.
Jak działają mikroorganizmy w walce z mułem?
Planowana akcja polega na wprowadzeniu do ekosystemu jezior specjalnie wyselekcjonowanych szczepów bakterii i enzymów, które rozkładają materię organiczną zgromadzoną na dnie. Proces ten, zwany bioremediacją, jest stosowany z powodzeniem w innych częściach Europy, np. w Holandii czy Niemczech, gdzie udało się przywrócić równowagę biologiczną w mocno zdegradowanych zbiornikach. W odróżnieniu od pogłębiania czy napowietrzania, metoda ta nie narusza struktury dna i nie powoduje gwałtownego zmętnienia wody.
Kontekst ekologiczny i przewidywane efekty
Eksperci podkreślają, że samo usunięcie mułu nie wystarczy – konieczne jest zahamowanie dopływu biogenów z pól i gospodarstw domowych. Złotów planuje więc połączyć bioremediację z budową stref buforowych wokół jezior oraz edukacją mieszkańców w zakresie ograniczenia stosowania nawozów sztucznych. Jeśli projekt się powiedzie, już w ciągu dwóch lat można spodziewać się wzrostu przezroczystości wody o 30–40% oraz znaczącego spadku toksycznych zakwitów sinic. Podobne działania przyniosły wymierne rezultaty w przypadku Jeziora Głębokiego w Szczecinie, gdzie po zastosowaniu biopreparatów odnotowano poprawę jakości wody i powrót wrażliwych gatunków ryb.
„Biologiczne oczyszczanie to nie tylko skuteczność, ale także bezpieczeństwo dla organizmów wodnych i ludzi korzystających z kąpielisk. To krok w stronę zrównoważonej gospodarki wodnej” – mówi prof. Anna Kowalska, limnolog z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Władze Złotowa zapowiadają, że pierwsze aplikacje mikroorganizmów rozpoczną się jeszcze w tym sezonie, po uzyskaniu niezbędnych pozwoleń wodnoprawnych. Jeśli testy wypadną pomyślnie, metoda może zostać rozszerzona na inne jeziora Pojezierza Krajeńskiego, które również cierpią z powodu eutrofizacji.
Foto: images.pexels.com













