Kryzys humanitarny w cieniu polityki
Ponad tysiąc Afgańczyków, którzy przez lata współpracowali z amerykańskimi siłami zbrojnymi, znalazło się w dramatycznej sytuacji. Osoby te, ewakuowane po przejęciu władzy przez talibów w 2021 roku, od miesięcy przebywają w ośrodkach tymczasowych w Katarze. Ich nadzieja na bezpieczne życie w Stanach Zjednoczonych rozwiała się po decyzji administracji Donalda Trumpa, która wstrzymała kluczowy program przesiedleńczy.
Zablokowany program i brak perspektyw
Program Special Immigrant Visa (SIV), stworzony właśnie dla afgańskich tłumaczy, przewodników i innych pracowników misji NATO, został praktycznie zamrożony. Według danych Departamentu Stanu, w kolejce do rozpatrzenia czeka obecnie ponad 20 tysięcy wniosków. Tymczasem 1100 osób, które już przeszły wstępną weryfikację i znajdują się w Katarze, usłyszało dramatyczną alternatywę: albo dobrowolnie wrócą do Afganistanu, gdzie grozi im śmierć z rąk talibów, albo zostaną przeniesieni do Demokratycznej Republiki Konga.
„To skazanie tych ludzi na los gorszy niż śmierć. Wysłanie ich do Konga, kraju targanego konfliktami i kryzysem humanitarnym, jest nieodpowiedzialne. Z kolei powrót do Afganistanu to dla nich wyrok” – komentuje w rozmowie z nami analityk ds. migracji z Uniwersytetu Warszawskiego.
Kongo jako „jądro ciemności”
Demokratyczna Republika Konga, określana przez część komentatorów mianem „jądra ciemności” (nawiązanie do powieści Josepha Conrada), od lat zmaga się z przemocą, biedą i niestabilnością. Według raportów ONZ, w 2023 roku w wyniku walk we wschodniej części kraju zginęło ponad 6 tysięcy cywilów. Przeniesienie tam przesiedleńców, którzy uciekali przed wojną, wydaje się być dla wielu ekspertów decyzją niezrozumiałą i nieludzką.
Kontekst polityczny i prawny
Decyzja Trumpa wpisuje się w szerszą politykę zaostrzania przepisów imigracyjnych. Już w trakcie swojej pierwszej kadencji prezydent USA znacząco ograniczył liczbę przyjmowanych uchodźców, ustanawiając historycznie niskie limity. Dla afgańskich sojuszników, którzy ryzykowali życie dla Amerykanów, zamknięcie drzwi jest szczególnie bolesne. Wielu z nich posiada listy polecające od amerykańskich generałów i dowódców, co wcześniej gwarantowało im priorytetowe traktowanie.
Sytuacja ta stawia również pytania o wiarygodność USA jako sojusznika. „Jeśli Stany Zjednoczone nie dotrzymają słowa danym tym, którzy dla nich pracowali, będzie to miało katastrofalne skutki dla przyszłych misji wojskowych. Kto zaryzykuje współpracę, wiedząc, że może zostać porzucony?” – pyta ekspert.
Na razie los 1100 Afgańczyków wisi na włosku. Organizacje humanitarne, w tym Amnesty International, apelują do administracji USA o pilne przywrócenie programu przesiedleń i znalezienie godnego rozwiązania dla tych, którzy nie mogą wrócić do swojego kraju.
Foto: images.pexels.com
















