Przedłużający się okres bez opadów deszczu stawia polskich rolników przed kluczową decyzją agrotechniczną. Wielu zastanawia się, czy już pora na zastosowanie drugiej, kluczowej dla plonowania dawki azotu w uprawach zbóż ozimych i jarych, czy też lepiej odłożyć ten zabieg do momentu poprawy warunków wilgotnościowych. Decyzja ta ma bezpośredni wpływ na efektywność nawożenia, a w konsekwencji – na wysokość i jakość przyszłych zbiorów.
Azot a warunki pogodowe: delikatna równowaga
Azot jest pierwiastkiem niezbędnym do budowy białek i chlorofilu, decyduje o wigorze roślin, ich ulistnieniu i finalnie – o liczbie i wypełnieniu kłosów. Jednak jego zastosowanie w nieodpowiednich warunkach może przynieść więcej szkody niż pożytku. Nawozy azotowe, zwłaszcza w formie saletrzanej, wymagają do prawidłowego działania pewnej wilgotności gleby. W warunkach suszy, nawóz aplikowany „na sucho” może nie zostać pobrany przez rośliny, ulec stratom przez ulatnianie lub wymycie przy pierwszym, gwałtownym opadzie.
Stanowisko eksperta: kiedy działać, a kiedy czekać?
Profesor Witold Szczepaniak z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, uznany autorytet w dziedzinie nawożenia, wyjaśnia tę złożoną kwestię. Jego zdaniem, nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi, a decyzja powinna być podejmowana w oparciu o konkretną sytuację na polu i prognozę pogody.
Kiedy warto poczekać z aplikacją?
- Gdy gleba jest przesuszona na głębokość kilku centymetrów, a rośliny wykazują pierwsze oznaki stresu wodnego.
- Gdy w krótkoterminowej prognozie (2-3 dni) nie widać zapowiadanych opadów o znaczącej intensywności.
- W przypadku lekkich, piaszczystych gleb o małej pojemności wodnej, gdzie ryzyko strat jest większe.
Kiedy należy działać, nawet przed spodziewanym deszczem?
- Gdy rośliny weszły w fazę intensywnego wzrostu (np. strzelania w źdźbło u zbóż) i opóźnienie nawożenia znacząco ograniczy ich potencjał plonotwórczy.
- Gdy prognozy są pewne i wskazują na opady deszczu o umiarkowanej intensywności, które nastąpią w ciągu 12-24 godzin od planowanego zabiegu.
- Gdy stosujemy nawozy w formie mocznika lub RSM, które są mniej podatne na straty gazowe w porównaniu z saletrą amonową, pod warunkiem ich dobrego wymieszania z glebą.
Kluczowe jest, aby nawóz azotowy jak najszybciej dostał się do strefy korzeniowej. Aplikacja tuż przed pewnym deszczem jest często lepszym rozwiązaniem niż czekanie w nieskończoność na idealne warunki, które w naszej strefie klimatycznej mogą nie nadejść w optymalnym terminie agrotechnicznym – podkreśla prof. Szczepaniak.
Praktyczne wskazówki dla rolników
Ekspert radzi, aby przed podjęciem decyzji dokładnie ocenić stan plantacji. Należy sprawdzić wilgotność wierzchniej warstwy gleby oraz kondycję roślin. Jeśli zboża są w dobrej formie, a jedynie brakuje im składnika pokarmowego, a prognoza jest obiecująca, rozsądne może być przeprowadzenie nawożenia. W przypadku głębokiej suszy i słabych plantacji, lepiej jest poczekać, aby nie zmarnować cennego nawozu i nie narażać roślin na dodatkowy stres związany z wysokim stężeniem soli w suchej glebie.
Warto również rozważyć technikę aplikacji. W warunkach suszy lepsze efekty może dać nawożenie dolistne mniejszymi dawkami azotu w formie szybko działającej, które jest formą „pierwszej pomocy” dla roślin, do czasu aż warunki umożliwią standardową aplikację doglebową.
Podsumowanie: elastyczność i obserwacja
Decyzja o terminie drugiej dawki azotu w warunkach niedoboru opadów wymaga od rolnika elastyczności, uważnej obserwacji własnych pól i śledzenia wiarygodnych prognoz pogody. Nie ma sztywnych reguł. Jak wskazuje prof. Szczepaniak, czasem strategiczne ryzyko polegające na aplikacji przed deszczem jest mniejszym złem niż opóźnienie klucznego zabiegu, który decyduje o architekturze plonu. Ostatecznie, sukces w rolnictwie często polega na podejmowaniu świadomych kompromisów w obliczu nieprzewidywalnych czynników pogodowych.
Foto: pliki.farmer.pl
















