W ostatnich dniach głośno zrobiło się o wydarzeniu, które połączyło świat dobroczynności z polityką. Karol Nawrocki, prezes IPN, wyraził chęć udziału w charytatywnym streamie zorganizowanym przez społeczność Łatwogang na rzecz fundacji Cancer Fighters. Organizatorzy jednak nie wyrazili zgody na jego udział, argumentując, że ich transmisja ma pozostać apolityczna.
Decyzję tę w mediach społecznościowych skomentował sam Łatwogang, który w bezpośrednich słowach stwierdził: „Nie chciałem”. Influencer podkreślił, że celem akcji jest wyłącznie niesienie pomocy chorym na nowotwory, a angażowanie polityków mogłoby odwrócić uwagę od głównego przesłania. Jak dodał, w przeszłości zdarzały się przypadki, gdy politycy wykorzystywali podobne wydarzenia do promowania własnych kampanii.
Sprawa wywołała burzliwą dyskusję w sieci. Wielu użytkowników poparło stanowisko Łatwoganga, uznając, że dobroczynność powinna być wolna od podziałów politycznych. Z kolei część komentujących zwróciła uwagę, że Nawrocki mógłby realnie wesprzeć zbiórkę, co pokazuje, jak trudne jest oddzielenie sfery publicznej od prywatnych inicjatyw.
Warto przypomnieć, że podobne sytuacje miały już miejsce w innych krajach – na przykład w Stanach Zjednoczonych podczas transmisji charytatywnych streamerzy często wykluczają polityków, by zachować neutralność i skupić się na zbiórce funduszy. W Polsce takie podejście jest stosunkowo nowe, ale zdobywa coraz więcej zwolenników wśród twórców internetowych.
Łatwogang od lat angażuje się w akcje charytatywne, a jego społeczność regularnie wspiera fundacje walczące z nowotworami. W ubiegłym roku podobna transmisja przyniosła ponad 200 tysięcy złotych na rzecz Cancer Fighters. Organizatorzy zapowiedzieli, że tegoroczna edycja ma pobić ten rekord, a decyzja o wykluczeniu polityków ma zapewnić, że uwaga widzów skupi się wyłącznie na szczytnym celu.
Eksperci od marketingu politycznego zwracają uwagę, że takie sytuacje mogą wpływać na wizerunek zarówno polityków, jak i twórców internetowych. Według socjologa dr. hab. Marcina Kępy z Uniwersytetu Warszawskiego: „W dobie mediów społecznościowych granica między sferą publiczną a prywatną zaciera się, ale twórcy mają prawo decydować, kogo dopuszczają do swoich inicjatyw. To pokazuje, że widzowie oczekują autentyczności i transparentności”.
Foto: images.pexels.com
















