Wojna na Bliskim Wschodzie, która już odcisnęła piętno na globalnych łańcuchach dostaw i cenach energii, teraz zagraża jednemu z najważniejszych filarów bezpieczeństwa żywnościowego świata – produkcji ryżu w Azji. Według analiz agencji Bloomberg, rolnicy w kluczowych krajach azjatyckich, zmuszeni przez gwałtowny wzrost cen ropy naftowej i nawozów sztucznych, zaczynają rezygnować ze zbiorów i drastycznie ograniczać areały upraw. Ten niepokojący trend może mieć dalekosiężne konsekwencje dla setek milionów ludzi, dla których ryż jest podstawowym produktem żywnościowym.
Koszty produkcji przekraczają zyski
Ryż, będący podstawą wyżywienia dla ponad połowy światowej populacji, jest uprawą wymagającą intensywnych nakładów. Kluczowe są tu dwa czynniki: paliwo do maszyn rolniczych, pomp irygacyjnych i transportu oraz nawozy azotowe, których produkcja jest wysoce energochłonna. Wojna w Ukrainie, a następnie napięcia na Bliskim Wschodzie, doprowadziły do historycznych zwyżek cen ropy i gazu ziemnego, który jest surowcem do produkcji nawozów.
W efekcie, jak donosi Bloomberg, dla wielu drobnych rolników w Indiach, Wietnamie, Tajlandii czy na Filipinach koszt uprawy hektara ryżu przekroczył przewidywane przychody z jego sprzedaży. „To sytuacja bez wyjścia” – komentuje anonimowo jeden z analityków rynku rolnego. „Rolnik staje przed wyborem: zainwestować ostatnie oszczędności w uprawę, która może nie przynieść zysku, lub po prostu zrezygnować i szukać innego źródła utrzymania, często w mieście”.
Łańcuch konsekwencji: od pola do globalnego rynku
Decyzje indywidualnych rolników szybko sumują się, tworząc makroekonomiczny problem. Ograniczenie areału upraw i rezygnacja ze zbiorów oznaczają bezpośrednio niższe plony. Kraje, które są tradycyjnymi eksporterami ryżu, takie jak Tajlandia czy Wietnam, mogą być zmuszone do ograniczenia wysyłki towaru za granicę, aby zabezpieczyć potrzeby własnej ludności.
To z kolei wywoła presję na globalnym rynku, gdzie ceny ryżu już od kilku miesięcy utrzymują się na podwyższonym poziomie. Kraje importujące, często biedniejsze państwa Afryki i Bliskiego Wschodu, będą musiały płacić więcej za podstawowy produkt, co grozi zaostrzeniem problemów z niedożywieniem i niepokojami społecznymi. Eksperci ostrzegają przed powtórką kryzysu żywnościowego z lat 2007-2008, kiedy gwałtowne skoki cen zbóż wywołały zamieszki w ponad 30 krajach.
Poszukiwania rozwiązań i rola rządów
Rządy państw azjatyckich stoją przed niezwykle trudnym zadaniem. Z jednej strony muszą łagodzić skutki inflacji dla najbiedniejszych obywateli poprzez subsydia, co obciąża budżet. Z drugiej – próbują wspierać własnych rolników, wprowadzając dopłaty do nawozów czy paliwa. Jednak skala problemu przerasta możliwości wielu gospodarek.
Dodatkowym czynnikiem jest zmieniający się klimat. Nieprzewidywalne monsuny, susze i powodzie dodatkowo destabilizują produkcję rolną, czyniąc ją jeszcze bardziej ryzykownym przedsięwzięciem. Długoterminowym rozwiązaniem mogłoby być promowanie bardziej zrównoważonych i odpornych metod uprawy, mniej zależnych od chemicznych nawozów i paliw kopalnych, ale taka transformacja wymaga czasu i ogromnych inwestycji, na które w dobie kryzysu trudno się zdobyć.
Obecna sytuacja jasno pokazuje, jak geopolityka i rynki surowców energetycznych są nierozerwalnie związane z bezpieczeństwem żywnościowym. Paraliż w produkcji ryżu w Azji, spowodowany przez „doskonałą burzę” wysokich cen ropy i nawozów, to nie tylko problem lokalny. To globalny sygnał alarmowy, który wymaga skoordynowanej reakcji społeczności międzynarodowej, zanim konsekwencje staną się nieodwracalne.
Foto: pliki.farmer.pl
















