Wprowadzany przez Unię Europejską system kontroli granicznej staje się źródłem poważnych perturbacji w europejskiej turystyce. Przewoźnicy lotniczy, zaniepokojeni rosnącymi opóźnieniami, zaczynają rozważać radykalne decyzje, w tym zawieszenie całych tras. Malta Air, należąca do grupy Ryanair, jako jedna z pierwszych publicznie ostrzegła, że przez paraliż na lotniskach może zostać zmuszona do likwidacji siatek połączeń, szczególnie na popularne destynacje wyspiarskie.
Co to jest EES i dlaczego powoduje kłopoty?
Europejski System Wjazdu/Wyjazdu (EES) to nowa, zautomatyzowana infrastruktura mająca na celu rejestrację danych obywateli państw trzecich przekraczających granice zewnętrzne UE. System ma zastąpić ręczne stemplowanie paszportów, zbierając informacje takie jak dane biometryczne (odciski palców, zdjęcie twarzy) oraz daty i miejsca przekroczenia granicy. Choć celem jest zwiększenie bezpieczeństwa i usprawnienie kontroli, wdrożenie w praktyce okazuje się wyzwaniem logistycznym.
Proces rejestracji w systemie EES dla każdego pasażera po raz pierwszy może trwać nawet kilka minut dłużej niż tradycyjna kontrola. Przy dużym natężeniu ruchu, na przykład w szczycie sezonu wakacyjnego, te minuty kumulują się, tworząc wielogodzinne kolejki. Eksperci branży lotniczej od miesięcy ostrzegali przed tym scenariuszem. „Przewidywaliśmy, że bez odpowiedniego przygotowania infrastruktury portów lotniczych i zwiększenia liczby stanowisk do kontroli, system EES doprowadzi do chaosu” – komentuje anonimowo przedstawiciel jednego z dużych portów regionalnych.
Skutki dla turystyki i gospodarek wyspiarskich
Potencjalne zawieszenie połączeń, zwłaszcza na takie wyspy jak Malta, Cypr, Sycylia czy greckie wyspy, uderzyłoby bezpośrednio w lokalne gospodarki, które w znacznym stopniu opierają się na turystyce. Według danych Eurostatu, w niektórych regionach wyspiarskich nawet ponad 25% PKB generowane jest przez sektor usług turystycznych. Utrata bezpośrednich, często tanich połączeń lotniczych mogłaby oznaczać dla nich poważny kryzys ekonomiczny.
Historia pokazuje, że decyzje przewoźników o cięciu tras są zwykle szybkie i bezlitosne, gdy trasa przestaje być opłacalna. Podobne sytuacje miały miejsce w przeszłości, na przykład podczas pandemii COVID-19 czy po bankructwach niektórych linii. Tym razem zagrożeniem nie jest spadek popytu, ale fizyczna niemożność sprawnego odprawienia pasażerów, co rodzi koszty opóźnień, odwołanych połączeń i rekompensat.
W odpowiedzi na te zagrożenia, stowarzyszenia lotnisk i przewoźników apelują do instytucji unijnych i rządów państw członkowskich o pilne inwestycje w infrastrukturę graniczną oraz o rozłożenie wdrożenia systemu na etapy. Bez tych działań, letni sezon 2024 może przejść do historii nie tylko z powodu upałów, ale także z powodu niespotykanych utrudnień w podróżowaniu po Europie.
Foto: images.pexels.com
















