Współczesna polityka coraz częściej przypomina spektakl, w którym emocje zastępują fakty, a strach staje się główną walutą wymiany. Mechanizm jest prosty i od wieków skuteczny: wywołaj lęk, a następnie zaproponuj siebie jako jedyne możliwe antidotum. To narzędzie potężne, ale i niebezpieczne, które w rękach nieudolnych może obrócić się przeciwko temu, kto je dzierży.
Telewizor zamiast raportu wywiadu
Ostatni epizod z udziałem profesora Sławomira Cenckiewicza doskonale zilustrował tę prawidłowość. Brak aktualnych, klauzulowanych informacji wywiadowczych na temat realnego zagrożenia terrorystycznego w Polsce został zastąpiony… materiałem z telewizji. Konkretnie – paskami informacyjnymi katarskiej stacji Al Jazeera. To posunięcie, mające na celu udowodnienie tezy o rosnącym niebezpieczeństwie, w rzeczywistości odsłoniło pustkę merytoryczną i desperacką potrzebę znalezienia jakiegokolwiek „dowodu”.
Strategia oparta na strachu ma krótkie nogi. Społeczeństwo, początkowo podatne na alarmistyczne komunikaty, z czasem zaczyna dostrzegać rozbieżność między katastroficzną narracją a codzienną rzeczywistością. Powtarzane bez pokrycia ostrzeżenia tracą moc, a polityk, który je głosi, traci wiarygodność. Problem terroryzmu jest poważny i wymaga odpowiedzialnej, opartej na rzetelnych danych debaty, a nie tanich chwytów retorycznych.
Konsekwencje instrumentalizacji lęku
Kiedy politycy straszą, używając źródeł o wątpliwej wiarygodności w kontekście krajowych realiów, dokonują podwójnej szkody. Po pierwsze, dewaluują sam temat, sprowadzając go do poziomu politycznej przepychanki. Po drugie, znieczulają opinię publiczną. Jeśli każde zdarzenie na świecie, pokazane w telewizji, ma służyć jako argument za stanem wyjątkowym nad Wisłą, to w końcu społeczeństwo przestanie reagować na jakiekolwiek ostrzeżenia – także te prawdziwe.
Takie działania mieszają porządki. Poważna dyskusja o bezpieczeństwie narodowym, wymagająca chłodnej głowy i dostępu do wiarygodnych analiz, zostaje zastąpiona medialnym szumem. Polityk, zamiast być gwarantem bezpieczeństwa, staje się reżyserem spektaklu grozy. A w tej roli, jak pokazuje przykład z Al Jazeerą, bardzo łatwo o kompromitację, która przysłania rzeczywiste wyzwania.
Strach w polityce to oręż równie potężny, co zdradliwy. Działa jak magnes na społeczeństwo szukające ukojenia w niespokojnych czasach, ale nieumiejętnie użyty – rani samego strzelca.
Ostatecznie, gra strachem okazuje się bombą z opóźnionym zapłonem. Wybucha w najmniej oczekiwanym momencie, niszcząc nie tylko wizerunek polityka, ale także zaufanie do instytucji, które powinny stać na straży faktycznego, a nie wyimaginowanego, bezpieczeństwa obywateli.
Foto: images.pexels.com
















