Trudny początek rywalizacji o finał Billie Jean King Cup
Reprezentacja Polski tenisistek znalazła się w niezwykle trudnej sytuacji po pierwszym dniu meczu barażowego o awans do turnieju finałowego prestiżowej Billie Jean King Cup. W sobotnich grach pojedynczych, rozgrywanych w hali Arena Gliwice, nasze zawodniczki uległy Ukrainkom, przegrywając oba single i oddając rywalkom prowadzenie 2:0. Do awansu drużyny prowadzonej przez kapitana Dawida Celt potrzebna jest teraz tylko jedna wygrana ukraińskiej reprezentantki.
Bezlitosna lekcja od Switoliny
Kluczowym momentem sobotniego dnia była konfrontacja Katarzyny Kawy z byłą liderką światowego rankingu, Eliną Switoliną. Doświadczona Ukrainka, która wróciła na kort po przerwie macierzyńskiej, nie pozostawiła złudzeń, wygrywając w dwóch setach 6:2, 6:1. – To dla mnie lekcja – przyznała po meczu Katarzyna Kawa. – Grałam przeciwko zawodniczce z zupełnie innej półki. Elina pokazała dziś klasę światową, jej tenis był na bardzo wysokim poziomie. Mimo porażki, cieszę się, że mogłam zmierzyć się z tak utytułowaną rywalką. To doświadczenie, które na pewno zaprocentuje w przyszłości.
Switolina, obecnie sklasyfikowana na 29. miejscu rankingu WTA, zdominowała wymianę od podstaw, prezentując agresywny i precyzyjny tenis z głębi kortu. Polka, choć walczyła do końca, nie znalazła skutecznej recepty na grę rywalki.
Nerwowy pojedynek Linette z Kicenok
W pierwszym singlu dnia Magda Linette, najwyżej notowana Polka w rankingu, przegrała z niespodziewanie wystawioną do gry Ludmiłą Kicenok, specjalistką od gry podwójnej. Mecz, pełen emocji i zwrotów akcji, zakończył się wynikiem 6:7(5), 4:6 dla Ukrainki. Linette, która zwykle pewnie czuje się w roli faworytki, nie wykorzystała kilku kluczowych piłek setowych w pierwszym secie, a w drugim nie zdołała odrobić straty po wczesnym przełamaniu.
– To był bardzo nerwowy mecz, a Ludmiła grała bez kompleksów, bardzo odważnie – skomentowała po spotkaniu Linette. – Niestety, dziś nie udało mi się przełożyć mojego doświadczenia na zwycięstwo. Wiem, że mogłam grać lepiej, ale teraz musimy skupić się na niedzieli. Jesteśmy drużyną i wierzymy, że jeszcze nic nie jest stracone.
Historyczny kontekst i nadzieja w niedzielę
Polska ostatni raz grała w finałach Billie Jean King Cup (wcześniej Fed Cup) w 1992 roku. Awans do elitarnego, ośmiozespołowego turnieju finałowego, zaplanowanego na listopad, jest więc historyczną szansą. Pomimo niekorzystnego wyniku, kapitan Celt i zawodniczki nie tracą ducha. – Jesteśmy w trudnej, ale nie niemożliwej sytuacji – mówił po meczach kapitan reprezentacji. – Tenis drużynowy ma to do siebie, że emocje i dynamika mogą się szybko zmienić. Wierzymy w siłę naszej drużyny. Dzisiaj Ukrainki były po prostu lepsze, ale jutro zaczynamy od zera. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby odwrócić losy tego pojedynku.
Niedzielny program przewiduje rozegranie pozostałych dwóch singli oraz ewentualnego deblu. W pierwszym singlu ma zagrać Magda Linette, która prawdopodobnie zmierzy się z Eliną Switoliną. Jeśli Polka wygra, wszystko rozstrzygnie się w piątym, decydującym meczu, w którym Katarzyna Kawa (lub rezerwowa Maja Chwalińska) stanie naprzeciw Ludmiły Kicenok (lub Dajany Jastremskiej). Ostatnią szansą byłby debel.
Więcej niż sport
Mecz w Gliwicach ma szczególny, emocjonalny wymiar ze względu na trwającą wojnę w Ukrainie. Ukraińskie tenisistki wielokrotnie podkreślały, że grają dla swojego kraju, niosąc jego flagę na kortach całego świata. Z kolei dla Polski jest to okazja do powrotu do światowej tenisowej elity drużynowej. Kibice w wypełnionej Arenie Gliwice głośno wspierają obie drużyny, tworząc niepowtarzalną atmosferę.
Przed polskimi tenisistkami stoi teraz nie lada wyzwanie. W historii Billie Jean King Cup zdarzały się spektakularne powroty z pozycji 0:2, ale są one niezwykle rzadkie. Czy drużynie w biało-czerwonych barwach uda się dokonać tego cudu? Odpowiedź poznamy w niedzielę. Jedno jest pewne – polskie zawodniczki, zgodnie ze swoją deklaracją, zrobią wszystko, aby walczyć do ostatniego uderzenia.
Foto: ipla.pluscdn.pl
















