W centrum kolejnego głośnego skandalu na polskim rynku kryptowalut znalazła się firma Zondacrypto, reklamująca się niegdyś jako największa giełda w tej części Europy. Wizja lokalna przeprowadzona przez dziennikarzy w jej katowickiej siedzibie odsłania ponurą rzeczywistość: opustoszałe biuro, w którym klientów wita jedynie blaszana skrzynka na listy. Ten widok jest symbolicznym odzwierciedleniem problemów tysięcy użytkowników, którzy od miesięcy bezskutecznie próbują odzyskać swoje środki.
Firma-widmo w Katowicach
Redakcja „Faktu” postanowiła sprawdzić, jak wygląda codzienna działalność polskiego oddziału Zondacrypto. Wizyta w deklarowanej siedzibie przy ulicy w Katowicach przyniosła szokujące odkrycie. Zamiast tętniącego życiem centrum handlu kryptowalutami, dziennikarze zastali zamknięte drzwi i kompletną pustkę. Jedynym śladem działalności firmy była wspomniana skrzynka pocztowa. Ta sytuacja stoi w jaskrawej sprzeczności z wizerunkiem prężnie rozwijającego się technologicznego giganta, który przez lata budował swoją markę.
Prokuratura wszczyna śledztwo
Sprawą Zondacrypto zainteresowała się już prokuratura. Jak potwierdzają źródła zbliżone do śledztwa, prowadzone są czynności wyjaśniające w związku z licznymi zgłoszeniami klientów, którzy utracili dostęp do swoich depozytów. Skala problemu może być bardzo duża, choć oficjalne dane nie są jeszcze znane. W mediach społecznościowych i na forach internetowych od miesięcy pojawiają się dramatyczne apele poszkodowanych osób, opisujących niemożność wypłacenia środków, brak reakcji ze strony supportu oraz stopniowe zanikanie aktywności firmy.
To właśnie przez tę krypto-giełdę w Sejmie trwały batalie o to, czy i jak cywilizować rynek handlu kryptowalutami.
Paradoksalnie, Zondacrypto było jednym z głównych przykładów przywoływanych podczas parlamentarnych debat nad ustawą o rynku krypto-aktywów. Ustawa, która ma wprowadzić regulacje i ochronę dla konsumentów, była częściowo podyktowana potrzebą uporządkowania rynku, na którym działają podmioty takie jak ten. Obecna sytuacja pokazuje, jak pilna była potrzeba takich regulacji.
Gdzie jest właściciel?
Podczas gdy siedziba firmy świeci pustkami, nieco inaczej przedstawia się sytuacja w kancelarii prawnej Przemysława Krala, który jest właścicielem i twarzą Zondacrypto. To właśnie tam, jak donoszą źródła, można jeszcze spotkać ślady działalności. Sam Kral w ostatnich miesiącach udzielał się w mediach, broniąc reputacji swojej firmy i zaprzeczając zarzutom o nieprawidłowości. Jednak dla zwykłych klientów, którzy próbują skontaktować się z firmą, kancelaria pozostaje niedostępna.
Systematyczne problemy i ostrzeżenia
Analiza doniesień z ostatniego roku wskazuje, że problemy Zondacrypto narastały stopniowo. Początkowo były to pojedyncze skargi na wydłużony czas wypłat, potem pojawiły się problemy z działaniem platformy, a finalnie – całkowita blokada kont i brak jakiejkolwiek komunikacji. Eksperci rynku kryptowalutowego od dawna zwracali uwagę na ryzyka związane z korzystaniem z nieuregulowanych giełd, podkreślając znaczenie przechowywania aktywów we własnych, bezpiecznych portfelach (tzw. cold storage).
Sytuacja Zondacrypto stanowi bolesną lekcję dla całej branży i dla inwestorów. Pokazuje, że dynamiczny rozwój i marketingowy szum nie zawsze idą w parze z rzetelnością i bezpieczeństwem środków klientów. W obliczu braku konkretnych regulacji, odpowiedzialność za due diligence spoczywała w dużej mierze na samych użytkownikach. Teraz, gdy prokuratura bada sprawę, pojawia się szansa na wyjaśnienie, czy doszło do działań na granicy prawa, a poszkodowani – na odzyskanie chociaż części powierzonych kapitałów. Sprawa ta z pewnością odcisnie piętno na procesie legislacyjnym i zwiększy czujność nadzoru finansowego wobec podobnych podmiotów.
Foto: ocdn.eu
















