W miejscowości Nowosiółki w powiecie bialskim odnotowano pierwszy w tym roku na terenie województwa lubelskiego potwierdzony przypadek wścieklizny u zwierzęcia domowego. Zakażony kot, który regularnie wychodził na zewnątrz, zaatakował i ugryzł swojego właściciela, co bezpośrednio doprowadziło do wykrycia śmiertelnie niebezpiecznego wirusa. Incydent wywołał natychmiastową reakcję służb weterynaryjnych i sanitarnych, które podjęły szereg działań interwencyjnych, mających na celu ograniczenie ryzyka dalszego rozprzestrzeniania się choroby.
Szczegóły niebezpiecznego zdarzenia
Jak wynika z informacji przekazanych przez Powiatowego Lekarza Weterynarii w Białej Podlaskiej, kot był zwierzęciem wychodzącym, co znacząco zwiększało ryzyko kontaktu z dzikimi nosicielami wirusa, takimi jak lisy, jenoty czy nietoperze. Wścieklizna jest wirusową chorobą odzwierzęcą (zoonozą), która atakuje ośrodkowy układ nerwowy, prowadząc nieuchronnie do śmierci, jeśli w porę nie zostanie wdrożone leczenie poekspozycyjne. Ugryzienie przez zakażone zwierzę jest klasyczną drogą przeniesienia wirusa na człowieka.
Właściciel pokąsanego kota niezwłocznie zgłosił się po pomoc medyczną. Osoba ta otrzymała pełny cykl szczepień poekspozycyjnych, które są w tej sytuacji jedyną skuteczną metodą zapobiegającą rozwojowi choroby. Jednocześnie próbki biologiczne od zwierzęcia zostały poddane badaniom w Państwowym Instytucie Weterynaryjnym, które ostatecznie potwierdziły obecność wirusa wścieklizny.
Działania służb i apel do mieszkańców
W odpowiedzi na zagrożenie, inspektorzy weterynarii wraz ze służbami sanitarnymi wprowadzili w rejonie zdarzenia nadzór epidemiologiczny. Podjęto również decyzję o konieczności obserwacji innych zwierząt, które mogły mieć kontakt z chorym kotem. Lokalne władze i służby wystosowały pilny apel do wszystkich mieszkańców powiatu, a w szczególności do właścicieli zwierząt.
Eksperci przypominają o bezwzględnym obowiązku szczepienia psów przeciwko wściekliźnie, który wynika z polskiego prawa. W przypadku kotów, mimo że szczepienie nie jest prawnie obowiązkowe, lekarze weterynarii stanowczo je rekomendują, zwłaszcza dla zwierząt mających dostęp do otoczenia zewnętrznego.
„Ten przypadek powinien być mocnym sygnałem ostrzegawczym dla wszystkich posiadaczy zwierząt. Wścieklizna nie jest chorobą historyczną – wciąż stanowi realne i śmiertelne zagrożenie. Najskuteczniejszą tarczą są regularne szczepienia ochronne naszych pupili” – podkreśla przedstawiciel służb weterynaryjnych.
Objawy wścieklizny u zwierząt i ludzi
Wścieklizna może przybierać dwie główne formy: gwałtowną (szałową) lub cichą (porażenną). Do typowych objawów u zwierząt należą:
- Nagła, nieuzasadniona agresja lub przeciwnie – nadmierna apatia i wycofanie.
- Ślinotok, problemy z połykaniem (stąd druga nazwa choroby – wodowstręt).
- Zaburzenia koordynacji ruchowej, porażenia.
- Zmiana głosu (charakterystyczne wycie).
U ludzi po okresie wylęgania, który może trwać od kilku dni do nawet kilku miesięcy, pojawiają się objawy grypopodobne, mrowienie w miejscu ukąszenia, a następnie pobudzenie, wodowstręt, ślinotok, halucynacje i ostatecznie śpiączka prowadząca do zgonu. Po wystąpieniu objawów klinicznych choroba jest praktycznie w 100% śmiertelna.
Jak postępować w przypadku kontaktu z potencjalnie chorym zwierzęciem?
Specjaliści ds. zdrowia publicznego zalecają:
- Unikać kontaktu z dzikimi zwierzętami, które zachowują się nietypowo (np. są nadmiernie ufne, osowiałe lub agresywne).
- Natychmiast zgłaszać służbom (straży miejskiej, policji, weterynarii) każde obserwowane zwierzę z objawami mogącymi wskazywać na wściekliznę.
- W przypadku pokąsania lub nawet oślinienia przez zwierzę, którego status zdrowotny jest nieznany, niezwłocznie przemyć ranę wodą z mydłem i jak najszybciej skontaktować się z lekarzem w celu kwalifikacji do szczepień.
- Dbać o terminowe szczepienia własnych psów, a także rozważyć zaszczepienie kotów, nawet tych trzymanych w domu, ze względu na ryzyko przypadkowej ucieczki.
Przypadek z Nowosiółek uświadamia, że problem wścieklizny, choć w Polsce dzięki wieloletnim programom szczepień lisów wolno żyjących udało się znacząco ograniczyć, wciąż istnieje. Kluczowa jest czujność i odpowiedzialność właścicieli zwierząt, która bezpośrednio przekłada się na bezpieczeństwo całych społeczności.
Foto: ocdn.eu
















