Śmierć Olgi Jackowskiej, znanej jako Kora, 28 lipca 2018 roku, wstrząsnęła polskim światem muzycznym. Artystka, która przez dekady była symbolem wolności, energii i buntu, odeszła po długiej i ciężkiej chorobie nowotworowej. Jej ostatnie miesiące życia, choć w dużej mierze spędzone z dala od mediów, odsłaniają obraz osoby niezwykle dzielnej, świadomej i pogodzonej z losem, co dla wielu jej fanów pozostawało nieznanym rozdziałem jej biografii.
Walka w ukryciu
Kora zdiagnozowała u siebie raka jajnika w 2016 roku. Pomimo powagi choroby, artystka postanowiła zachować tę informację w ścisłej tajemnicy przed opinią publiczną. Jak relacjonowali jej najbliżsi, w tym córka Marysia i przyjaciele, Kora nie chciała, by jej choroba stała się tematem publicznej dyskusji i źródłem litości. Pragnęła, by pamiętano ją pełną życia, taką, jaką była na scenie.
„Mama była niesamowicie odważna. Chciała normalności do samego końca. Unikała rozmów o chorobie, skupiała się na drobnych radościach, na rodzinie” – wspominała w jednym z wywiadów Marysia Sadowska. Ta decyzja o intymności sprawiła, że nawet najwierniejsi fani, śledzący jej karierę od czasów legendarnego zespołu Maanam, nie mieli pojęcia o skali jej cierpienia.
Ostatnie projekty i pożegnanie ze sceną
W ostatnich latach życia Kora nie zaprzestała działalności artystycznej, choć jej tempo naturalnie zwolniło. W 2017 roku, już w trakcie choroby, wydała książkę „Kora. Kora. A planety szaleją”, będącą zbiorem jej tekstów i zapisków. To dzieło można odczytywać jako artystyczne podsumowanie, pełne refleksji i charakterystycznej dla niej poetyckiej wrażliwości.
Jej ostatni publiczny koncert miał miejsce w 2016 roku podczas festiwalu Top of the Top w Sopocie, gdzie zaśpiewała wraz z zespołem Myslovitz. Występ ten, energetyczny i poruszający, nie zdradzał widzom, z jakimi wyzwaniami mierzy się artystka na co dzień. Było to świadome pożegnanie z publicznością, choć wówczas nikt o tym nie wiedział.
Opieka i ostatnie chwile
Ostatnie tygodnie życia Kora spędziła w swoim domu pod Warszawą, otoczona troskliwą opieką rodziny i przyjaciół. Według relacji bliskich, zachowywała niezwykły spokój i godność. Nie traciła też charakterystycznego poczucia humoru. Jej siostra, Agata Jackowska, w rozmowach z mediami podkreślała, że Kora do końca interesowała się światem, rozmawiała o sztuce i muzyce.
Śmierć przyszła w lipcowy poranek. Informacja o jej odejściu, podana przez rodzinę, wywołała ogromną falę żałoby i wspomnień. Dla wielu było zaskoczeniem, że artystka chorowała tak długo. Ta dyskrecja stała się ostatnim, bardzo osobistym aktem kontroli nad swoim wizerunkiem i życiem, zgodnym z jej niezależnym duchem.
Dziedzictwo i pamięć
Kora pozostawiła po sobie nieprzemijające dziedzictwo. Jako frontmenka Maanamu zdefiniowała brzmienie polskiego rocka lat 80. i 90., a jej charyzmatyczna osobowość i głębokie, często metaforyczne teksty wytyczyły nowe ścieżki w rodzimej muzyce rozrywkowej. Jej solowa kariera ugruntowała status ikony.
Jej ostatnia walka, prowadzona z dala od fleszy, dodaje nowy, tragiczny, ale i heroiczny wymiar do jej legendy. Pokazuje Korę nie tylko jako gwiazdę sceny, ale także jako człowieka o ogromnej sile charakteru, który nawet w obliczu śmiertelnej choroby wybrał drogę milczenia i prywatności. To właśnie ten ostatni, mało znany rozdział, czyni jej historię jeszcze bardziej poruszającą i ludzką.
„Odeszła cicho, tak jak chciała. Bez rozgłosu, bez wrzawy. Zostawiła nam swoją muzykę, swoje słowa i lekcję niezłomności” – podsumował jeden z jej wieloletnich przyjaciół i współpracowników.
Dziś, po latach, pamięć o Korze jest wciąż żywa. Ulicy w rodzinnym Szczecinie nadano jej imię, a płyty Maanamu i jej solowe albumy wciąż znajdują nowych słuchaczy. Historia jej ostatnich miesięcy, powoli odkrywana dzięki wspomnieniom bliskich, pozwala pełniej zrozumieć skalę tej artystycznej i ludzkiej postaci, której brakuje polskiej scenie muzycznej.
Foto: images.iberion.media
















