W debacie publicznej na temat podwyżek akcyzy na alkohol często pojawia się argument o ryzyku wzrostu szarej strefy. Zdaniem prof. Łukasza Goczka z Uniwersytetu Warszawskiego, obawy te są jednak wyolbrzymiane przez lobbystów związanych z branżą alkoholową. Ekspert wskazuje, że realne straty społeczne i ekonomiczne wynikające ze zbyt niskiej ceny alkoholu są znacznie poważniejsze niż potencjalne problemy z nielegalnym rynkiem.
Koszty społeczne przewyższają ryzyko
Prof. Goczek w swojej opinii opublikowanej na łamach money.pl podkreśla, że głównym problemem związanym z tanim alkoholem są koszty leczenia chorób wywołanych jego nadużywaniem, wypadki drogowe oraz spadek wydajności pracy. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, Polska należy do krajów o wysokim spożyciu alkoholu per capita, co przekłada się na ogromne obciążenie systemu ochrony zdrowia. W samym 2022 roku wydatki na leczenie chorób związanych z alkoholem sięgnęły kilku miliardów złotych.
Mechanizm podwyżki a zachowania konsumentów
Ekonomista argumentuje, że nawet jeśli część konsumentów zdecyduje się na zakup alkoholu z nielegalnych źródeł, to i tak korzyści z podwyżki akcyzy będą przeważać. Wyższe ceny w legalnym obiegu zmniejszą ogólny popyt, co przełoży się na niższe spożycie. Co więcej, wpływy z podwyższonej akcyzy mogą zostać przeznaczone na programy profilaktyczne i leczenie uzależnień. Podobne działania przyniosły efekty w Szwecji, gdzie podwyżki podatków alkoholowych w połączeniu z edukacją doprowadziły do spadku konsumpcji o 15% w ciągu dekady.
„Lobbyści celowo straszą szarą strefą, aby utrzymać niskie ceny alkoholu. Tymczasem to właśnie niska cena jest głównym motorem nadmiernego spożycia, które generuje miliardowe straty” – zauważa prof. Goczek.
Perspektywa długoterminowa
W kontekście planowanych podwyżek akcyzy warto przypomnieć, że Polska ma jeden z najniższych w Europie podatków na alkohol w przeliczeniu na czystą zawartość etanolu. Ekspert zaleca stopniowe, ale systematyczne podnoszenie stawek, połączone z uszczelnieniem systemu kontroli. Dzięki temu możliwe będzie ograniczenie negatywnych skutków zdrowotnych bez drastycznego wzrostu nielegalnego rynku. Decydenci powinni zatem kierować się dowodami naukowymi, a nie obawami podszywanymi przez interesy branżowe.
Foto: images.pexels.com
















