Zakład Ubezpieczeń Społecznych opublikował niepokojące statystyki dotyczące absencji chorobowej. Dane za 2025 rok ujawniają znaczący wzrost liczby zwolnień lekarskich wystawianych z powodu nadużycia alkoholu, oznaczanych kodem C. To zjawisko, które ma poważne konsekwencje nie tylko dla zdrowia publicznego, ale także dla gospodarki i systemu ubezpieczeń społecznych.
Statystyki, które niepokoją
Według raportu ZUS, w ubiegłym roku lekarze wystawili blisko 10 tysięcy zwolnień lekarskich z kodem C. Łączna absencja z tego powodu sięgnęła niemal 100 tysięcy dni roboczych, a dokładnie 99,7 tys. To ogromna liczba, która przekłada się na realne straty ekonomiczne oraz obciążenie dla systemu ochrony zdrowia. Każde takie L4 oznacza nieobecność pracownika w firmie, spadek wydajności oraz koszty dla płatnika składek.
Czym jest kod C na zwolnieniu lekarskim?
Kod C to symbol stosowany przez lekarzy do zakodowania przyczyny niezdolności do pracy. Oznacza on rozpoznanie: „Zespoły zaburzeń zachowania spowodowane używaniem alkoholu”. W praktyce obejmuje to stany po spożyciu alkoholu uniemożliwiające podjęcie pracy, takie jak zatrucie alkoholowe (tzw. „kac”), ale także inne zaburzenia wynikające z nadużycia. Wystawienie takiego zwolnienia jest możliwe, gdy stan pacjenta faktycznie uniemożliwia mu bezpieczne wykonywanie obowiązków zawodowych.
Przyczyny i konsekwencje wzrostu
Eksperci wskazują na kilka potencjalnych przyczyn obserwowanego trendu. Po pierwsze, może to wynikać z większej świadomości lekarzy i ich większej skłonności do uczciwego kodowania przyczyny absencji. Po drugie, nie można wykluczyć rzeczywistego wzrostu problemów z alkoholem w społeczeństwie, szczególnie w kontekście stresu związanego z pracą czy trudnościami życiowymi. Konsekwencje są wielowymiarowe:
- Ekonomiczne: Wydłużająca się absencja generuje koszty dla ZUS (wypłata zasiłków chorobowych) oraz dla pracodawców (straty w produkcji, konieczność organizowania zastępstw).
- Społeczne: Wskazuje na pogłębiający się problem alkoholowy wśród osób aktywnych zawodowo.
- Systemowe: Obciąża już i tak przeciążoną służbę zdrowia dodatkowymi wizytami i procedurami.
„Wzrost liczby zwolnień z kodem C to sygnał alarmowy. Z jednej strony pokazuje, że system rejestracji działa, z drugiej – że musimy poważnie zająć się problematyką uzależnień w miejscu pracy i wdrożyć skuteczne programy profilaktyczne” – komentuje anonimowo ekspert ds. rynku pracy.
Perspektywa pracodawcy i pracownika
Dla pracodawcy każda nieobecność pracownika jest wyzwaniem logistycznym i finansowym. Zwolnienia z kodem C budzą szczególne kontrowersje, ponieważ ich przyczyna jest społecznie stygmatyzowana i często postrzegana jako wynik braku odpowiedzialności. Pracownik natomiast, otrzymując takie zwolnienie, musi liczyć się z tym, że pierwsze trzy dni choroby są tzw. okresem wyczekiwania i nie przysługuje za nie zasiłek. Ponadto, częste absencje z tej przyczyny mogą negatywnie wpłynąć na ocenę zawodową i relacje w zespole.
Co dalej? Potrzeba działań systemowych
Alarmujące dane ZUS powinny stanowić impuls do podjęcia szerszej dyskusji i konkretnych działań. Potrzebne są:
- Edukacja i profilaktyka: Programy wsparcia w zakładach pracy, kampanie uświadamiające ryzyko.
- Wsparcie terapeutyczne: Ułatwiony dostęp do pomocy psychologicznej i terapii uzależnień dla osób aktywnych zawodowo.
- Dialog społeczny: Wypracowanie przez związki zawodowe, pracodawców i administrację rozwiązań, które z jednej strony będą wspierać osoby z problemem, a z drugiej chronić interesy firmy.
Problem zwolnień lekarsskich z kodem C nie jest wyłącznie statystyką. To odzwierciedlenie realnego, kosztownego i złożonego problemu społecznego, który wymaga odpowiedzi wykraczającej poza samo rejestrowanie liczby dni absencji. Bez systemowych rozwiązań, kolejne raporty ZUS mogą przynosić jeszcze bardziej niepokojące liczby.
Foto: pliki.farmer.pl
















