Status doktoranta w Polsce: między młotem a kowadłem
Kwestia statusu doktoranta w polskim systemie nauki i szkolnictwa wyższego od lat budzi kontrowersje i jest przedmiotem debat. Czy osoba pisząca doktorat jest przede wszystkim studentem, czy może już pracownikiem naukowym? Jak powinna być traktowana przez uczelnię i państwo? Te pytania nie są nowe, a ich aktualność potwierdza wypowiedź dra Jacka Lewickiego, eksperta ds. kształcenia doktorantów z Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
„Ani świnka, ani morska” – dylemat tożsamościowy
Dr Lewicki, odwołując się do własnych doświadczeń, trafnie podsumowuje sytuację wielu doktorantów porównaniem do świnki morskiej. „Kiedy sam byłem doktorantem, mówiliśmy, że jesteśmy jak świnki morskie, bo to ani świnka, ani morska. I nadal mamy ten problem” – przyznaje ekspert. To obrazowe określenie oddaje istotę problemu: doktoranci często funkcjonują w prawnej i organizacyjnej próżni, nie będąc w pełni ani studentami (choć formalnie nimi są), ani pracownikami naukowymi (choć wykonują pracę badawczą, dydaktyczną i administracyjną).
Ta hybrydowa, niejednoznaczna pozycja rodzi szereg praktycznych problemów. Dotyczą one kwestii socjalnych, takich jak prawo do urlopu, opieka zdrowotna czy emerytalna, ale także finansowych – wysokości stypendiów lub wynagrodzeń za prowadzone zajęcia. Brak spójnej definicji i jednolitego systemu wsparcia sprawia, że sytuacja doktorantów na różnych uczelniach, a nawet w ramach jednej jednostki, bywa skrajnie różna.
Ewolucja zamiast rewolucji
W przeciwieństwie do głosów wzywających do radykalnych zmian, dr Lewicki proponuje bardziej wyważone podejście. „Myślę jednak, że nie potrzebujemy tu rewolucji, a raczej zmiany w podejściu” – mówi. Jego zdaniem kluczem jest uznanie różnorodności ścieżek, którymi podążają osoby na studiach doktoranckich, oraz elastyczność w ich traktowaniu.
W praktyce oznaczałoby to odejście od prób wtłoczenia wszystkich doktorantów w jeden sztywny schemat. Część z nich rzeczywiście koncentruje się głównie na badaniach i pisaniu dysertacji, przypominając bardziej tradycyjnego studenta. Inni są już w pełni zaangażowani w życie naukowe jednostki: prowadzą zajęcia ze studentami, uczestniczą w grantach, publikują artykuły i biorą udział w konferencjach – ich rola jest zatem bliższa roli pracownika naukowego.
Propozycje zmian w podejściu
Ekspert z SGH sugeruje, że system powinien umożliwiać dopasowanie formy współpracy i wsparcia do indywidualnej sytuacji i zaangażowania doktoranta. Można by rozważyć wprowadzenie klarownych ścieżek:
- Ścieżka badawcza – z jasno określonym stypendium i obowiązkami związanymi wyłącznie z realizacją projektu doktorskiego.
- Ścieżka dydaktyczno-badawcza – gdzie doktorant, oprócz pracy nad dysertacją, otrzymuje umowę o pracę (lub zlecenie) za prowadzenie zajęć, co wiąże się z pełnymi prawami pracowniczymi za wykonaną pracę.
- Ścieżka projektowa – dla doktorantów zaangażowanych w konkretne granty badawcze, gdzie ich status i wynagrodzenie wynikałyby bezpośrednio z regulaminu projektu.
Taka różnicacja wymagałaby oczywiście przejrzystych zasad przejścia między ścieżkami oraz gwarancji, że podstawowym celem – obroną doktoratu – nie zostaną poświęcone żadne z rozwiązań.
Korzyści z nowego modelu
Wprowadzenie bardziej elastycznego i zróżnicowanego systemu przyniosłoby korzyści wszystkim stronom. Dla doktorantów oznaczałoby większą sprawczość, jasność co do swoich praw i obowiązków oraz godziwe warunki za wykonaną pracę. Dla uczelni – możliwość efektywniejszego zarządzania talentami i zasobami ludzkimi, a także zatrzymania najlepszych młodych naukowców. Dla państwa – lepsze wykorzystanie potencjału intelektualnego tej grupy i wzmocnienie konkurencyjności polskiej nauki.
Debata na ten temat jest szczególnie istotna w kontekście niżu demograficznego i rosnącej konkurencji na rynku pracy dla wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Aby studia doktoranckie były atrakcyjną ścieżką rozwoju, muszą oferować nie tylko prestiż, ale także stabilność i perspektywy. Jak podkreśla dr Lewicki, chodzi o zmianę mentalności – dostrzeżenie w doktorantach nie „świnek morskich” systemu, ale pełnoprawnych uczestników życia akademickiego, których status powinien odzwierciedlać rzeczywisty zakres ich aktywności i wkładu w rozwój nauki.
Foto: images.pexels.com
















