Mieszkańcy wielu regionów Polski zgłaszają niezwykły wzrost liczby mrówek pojawiających się w budynkach mieszkalnych i na przydomowych działkach. Według specjalistów zjawisko to ma związek z gwałtownym wzrostem temperatury po wyjątkowo chłodnej zimie, a także z tak zwaną synchroniczną rójką, czyli masowym wylotem osobników płciowych w krótkim czasie.
Ekspert radzi: nie przesadzać z chemią
Prof. Lech Borowiec, biolog zajmujący się myrmekologią, przestrzega przed pochopnym i masowym stosowaniem środków owadobójczych. W jego ocenie takie działania mogą przynieść skutek odwrotny do zamierzonego – zamiast zmniejszyć populację, mogą doprowadzić do jej wzrostu. Wyjaśnia, że w odpowiedzi na zagrożenie chemiczne mrówki mogą przyspieszyć rozmnażanie i tworzyć nowe gniazda.
Dlaczego mrówki wchodzą do domów?
Mrówki szukają w budynkach przede wszystkim pożywienia i wilgoci. Wiosną, gdy w przyrodzie brakuje jeszcze naturalnych źródeł pokarmu, chętnie odwiedzają kuchnie i spiżarnie. Eksperci zalecają uszczelnianie szczelin, przechowywanie żywności w szczelnych pojemnikach oraz usuwanie na bieżąco resztek jedzenia. W ogrodach warto natomiast ograniczyć stosowanie nawozów sztucznych, które mogą przyciągać te owady.
Kontekst przyrodniczy i statystyki
W Polsce występuje około 100 gatunków mrówek, z czego najczęściej spotykane w domach to mrówka faraona oraz mrówka rudnica. Według danych Instytutu Ochrony Roślin w Poznaniu, w ostatnich latach liczba zgłoszeń dotyczących mrówek w zabudowaniach wzrosła o około 30% w porównaniu z poprzednią dekadą. Eksperci wiążą to z ociepleniem klimatu i łagodniejszymi zimami, które sprzyjają przetrwaniu większej liczby kolonii.
„Masowe tępienie mrówek to błąd. Lepiej działać lokalnie i mechanicznie, a chemię stosować tylko w ostateczności” – podkreśla prof. Borowiec.
Warto również pamiętać, że mrówki pełnią ważną rolę w ekosystemie – napowietrzają glebę, rozkładają martwą materię organiczną i stanowią pokarm dla wielu ptaków. Dlatego zanim sięgniemy po opryski, warto rozważyć mniej inwazyjne metody, takie jak pułapki feromonowe czy naturalne repelenty (np. ocet, cynamon, olejek miętowy).
Foto: images.pexels.com













