W poniedziałek doszło do niebezpiecznego incydentu z udziałem służb ratunkowych w Gdańsku. Jak poinformował Rafał Leśkiewicz, rzecznik prezydenta RP, na numer alarmowy 112 wpłynęło zgłoszenie o pożarze w domu rodzinnym Karola Nawrockiego. Wezwane na miejsce jednostki straży pożarnej, pod nieobecność domowników, wyważyły drzwi i wkroczyły do środka.
Po dokładnym sprawdzeniu pomieszczeń okazało się, że alarm był fałszywy. Nikt nie odniósł obrażeń, a straty materialne ograniczyły się do uszkodzenia zamka i framugi. Rzecznik podkreślił, że tego typu sytuacje są szczególnie niebezpieczne, ponieważ angażują niepotrzebnie siły ratownicze i mogą opóźnić reakcję na prawdziwe zagrożenia.
Na wydarzenie błyskawicznie zareagowali najwyżsi rangą politycy. Premier oraz minister spraw wewnętrznych i administracji wyrazili oburzenie i zapowiedzieli podjęcie działań mających na celu wyjaśnienie sprawy. Według wstępnych ustaleń, zgłoszenie mogło zostać wykonane celowo, aby wywołać chaos i zdezorientować służby. Podobne przypadki fałszywych alarmów zdarzały się już wcześniej, m.in. w 2022 roku, gdy nieznani sprawcy informowali o podłożeniu ładunków wybuchowych w kilku urzędach państwowych.
Eksperci ds. bezpieczeństwa zwracają uwagę, że każde fałszywe wezwanie to nie tylko kosztowna i czasochłonna interwencja, ale przede wszystkim realne ryzyko dla osób, które w tym samym czasie mogą potrzebować pomocy. „Służby działają według ściśle określonych procedur i na każde zgłoszenie reagują natychmiast. Niestety, zdarzają się osoby, które wykorzystują system dla własnych celów lub dla żartu” – skomentował były komendant główny straży pożarnej.
Śledztwo w tej sprawie prowadzi gdańska prokuratura. Funkcjonariusze sprawdzają zapisy monitoringu oraz analizują dane telekomunikacyjne, by ustalić sprawcę fałszywego alarmu. Za wywołanie niepotrzebnej akcji ratowniczej grozi kara grzywny, ograniczenia wolności, a nawet pozbawienia wolności do lat 2.
Foto: images.pexels.com













