W hrabstwie położonym w środkowej części Iowa działa gospodarstwo 1100 Farm, prowadzone przez rodzinę Faaborgów. Jeszcze niedawno tuczono tam około 8 tysięcy świń rocznie, dziś w dawnych chlewniach uprawiane są grzyby. To przykład udanej transformacji, która może inspirować innych rolników.
Początki i rozwój hodowli
Rand i Tammy Faaborgowie nabyli około 10-hektarową farmę w latach 80. XX wieku. Początkowo uprawiali ogród, mieli drzewa owocowe i kury, a Rand pracował jako spawacz. Hodowla kilku tuczników miała jedynie uzupełniać domowy budżet. Przełomem okazało się wejście w tucz kontraktowy – firma dostarczała zwierzęta i paszę, a rolnik zapewniał budynki, wyposażenie i codzienną pracę.
Z czasem Faaborgowie przystosowali istniejące budynki do utrzymania około 2000 świń, a następnie zaciągnęli kredyt w wysokości 400 tysięcy dolarów na budowę dwóch nowych chlewni. Wyposażyli je w automatyczne systemy zadawania paszy oraz rozwiązania do odprowadzania gnojowicy do otwartego zbiornika. Spłata zobowiązania zajęła rodzinie 12 lat.
Trudna codzienność i spadająca opłacalność
Produkcja przynosiła dochody, ale wymagała ogromnego poświęcenia. Rand Faaborg wspomina, że pracował po 16 godzin na dobę, a czasem nawet 24 godziny. – Zdarzało się, że szedłem do pracy bez snu – mówi rolnik.
Mimo to z czasem opłacalność zaczęła spadać. W ciągu 35 lat dochód z głównej pracy wzrósł dziesięciokrotnie, podczas gdy zysk z hodowli świń zmniejszył się o około dwie trzecie. Przy skali 8 tysięcy świń rocznie gospodarstwo wytwarzało około 3,8 miliona litrów gnojowicy. Była ona magazynowana w otwartym zbiorniku i odbierana przez okolicznych rolników, jednak zdarzały się sytuacje, że osoby deklarujące odbiór nie przyjeżdżały. Zagospodarowanie nawozu naturalnego stało się jednym z poważniejszych problemów.
Nowy pomysł syna
Decyzję o zakończeniu hodowli rodzina podjęła, gdy syn Tanner, zainteresowany zrównoważonym rozwojem i ochroną klimatu, zaczął przekonywać rodziców do wykorzystania istniejącej infrastruktury w innym celu. – Mamy tę infrastrukturę. Moglibyśmy ją przebudować i stworzyć coś, co będzie zdrowsze dla nas i dla planety, a jednocześnie będzie dochodowe i stworzy miejsca pracy dla rodziny oraz lokalnej społeczności – argumentował Tanner Faaborg. Jego brat Tyler, przez 25 lat związany z produkcją świń, początkowo był sceptyczny, ale ostatecznie również zaakceptował zmianę.
Faaborgowie nawiązali współpracę z Transfarmation Project – inicjatywą organizacji Mercy for Animals, która wspiera gospodarstwa odchodzące od przemysłowej produkcji zwierzęcej. W 2022 roku sprzedali ostatnie świnie, a rok później otrzymali 15 tysięcy dolarów na pilotażową uprawę grzybów. Łączny koszt przygotowania budynku, zakupu wyposażenia, stworzenia marki i uruchomienia strony internetowej wyniósł około 35 tysięcy dolarów.
Grzyby zamiast trzody
W części dawnej chlewni panują ciemność i wilgoć, a na półkach rozwijają się partie grzybów, w tym soplówka jeżowata, znana w USA jako Lion’s Mane, która do zbioru potrzebuje około tygodnia. Rodzina sprzedaje również przetwory z dodatkiem grzybów – mieszanki kawowe i smakową sól. Latem tego roku zakończyła przebudowę połowy jednego z budynków o długości około 60 metrów, co ma umożliwić zwiększenie produkcji.
Gospodarstwo pełni też funkcję centrum demonstracyjnego dla rolników zainteresowanych podobną zmianą. Faaborgowie dokumentują koszty, nakład pracy i marże, a za dzielenie się wiedzą z innymi uczestnikami programu mają otrzymać 216 tysięcy dolarów w ramach czteroletniej umowy. W planach jest wykorzystanie drugiego budynku po świniach – rozważana jest uprawa mikrolistków. Tanner chciałby również przekształcić pusty silos zbożowy w miejsce noclegowe dla gości.
Dawny zbiornik na gnojowicę stał się stawem słodkowodnym, w którym wnuki Randa łapią żaby. Część kosztów rekultywacji pokryło wsparcie z programu Natural Resources Conservation Service, agencji amerykańskiego Departamentu Rolnictwa. Wokół gospodarstwa rodzina sadzi rodzime trawy i kwiaty, powiększa sad oraz drzewa i krzewy wzdłuż strumienia, tworząc siedliska dla dzikich zwierząt i wspierając owady zapylające.
Historia Faaborgów pokazuje, że transformacja gospodarstwa jest możliwa, choć wymaga odwagi, nakładów i otwartości na nowe kierunki. Być może stanie się inspiracją dla innych rolników szukających alternatywy dla intensywnej produkcji zwierzęcej.
Źródło: Agropolak.pl













