Śmiertelny wypadek samolotu gaśniczego na Lubelszczyźnie
We wtorek, 5 maja, podczas gaszenia rozległego pożaru lasu w powiecie biłgorajskim doszło do tragicznego wypadku. Samolot gaśniczy M-18B Dromader o numerze rejestracyjnym SP-ZUT rozbił się w rejonie objętym ogniem. Pilot maszyny zginął na miejscu. Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura oraz Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL).
Według informacji przekazanych przez portal rynek-lotniczy.pl, uwagę ekspertów zwraca nietypowa pora lotu. Dromadery, jako maszyny jednosilnikowe, zgodnie z przepisami nie są dopuszczone do wykonywania lotów po zmroku. Tymczasem misja gaśnicza miała miejsce w godzinach wieczornych, co budzi pytania o zgodność z procedurami bezpieczeństwa.
Kontekst i podobne zdarzenia
Wypadki z udziałem samolotów gaśniczych nie są w Polsce rzadkością. W 2017 roku w okolicach Wrocławia doszło do katastrofy Dromadera, w której zginął pilot. Specjaliści podkreślają, że akcje gaśnicze w trudnym terenie leśnym niosą ze sobą ogromne ryzyko – ograniczona widoczność, turbulencje od ognia oraz konieczność precyzyjnego manewrowania na małej wysokości. Według danych Państwowej Straży Pożarnej, w ostatnich pięciu latach w Polsce odnotowano co najmniej cztery poważne incydenty z udziałem statków powietrznych podczas gaszenia pożarów.
„Lot gaśniczy o zmierzchu to zawsze wyzwanie. Nawet przy użyciu noktowizji, ryzyko wzrasta wielokrotnie” – mówi w rozmowie z nami emerytowany pilot wojskowy, doświadczony w akcjach ratowniczych. „Dromader to solidna maszyna, ale jej konstrukcja wymaga odpowiednich warunków oświetleniowych. Każde odstępstwo od procedur powinno być dokładnie zbadane”.
Co dalej?
PKBWL zapowiedziała szczegółową analizę rejestratorów lotu oraz stanu technicznego wraku. Śledczy sprawdzą również, czy decyzja o wieczornym starcie była uzasadniona sytuacją operacyjną, czy może wynikała z błędu proceduralnego. Rodzina pilota oraz społeczność lotnicza oczekują wyjaśnienia przyczyn tej tragedii. W międzyczasie strażacy kontynuują walkę z pożarem, który objął już kilkadziesiąt hektarów lasu.
Foto: images.pexels.com













