Po latach negocjacji umowa stowarzyszeniowa między Unią Europejską a krajami Mercosuru (Argentyna, Brazylia, Paragwaj, Urugwaj) staje się coraz bardziej realna. Porozumienie to, będące jednym z największych w historii UE, ma na celu stworzenie strefy wolnego handlu obejmującej ponad 700 milionów konsumentów. Wzbudza ono jednak mieszane uczucia, szczególnie w sektorze rolnym państw członkowskich, w tym Polski, gdzie obawy przed napływem taniej żywności są bardzo silne.
Założenia umowy: rolnictwo za przemysł
Istota porozumienia sprowadza się do wzajemnej liberalizacji handlu. Kraje Mercosuru uzyskają preferencyjny dostęp do rynku unijnego dla kluczowych produktów rolnych, takich jak wołowina, drób, cukier, etanol czy nabiał. W zamian otworzą swoje rynki na europejskie towary przemysłowe, w tym samochody, maszyny, chemikalia i farmaceutyki. Komisja Europejska podkreśla również strategiczny wymiar umowy, widząc w państwach Ameryki Południowej przyszłego kluczowego dostawcę surowców niezbędnych do transformacji ekologicznej, takich jak lit, miedź czy kobalt, wykorzystywanych w produkcji baterii i czystych technologii.
Głos doświadczenia z rynku brazylijskiego
W debacie publicznej w Polsce dominują często głosy wyrażające obawy. Ciekawą, opartą na wieloletnim doświadczeniu, perspektywę przedstawił Krzysztof Domarecki, twórca i główny akcjonariusz grupy Selena, międzynarodowego producenta chemii budowlanej, który od ponad dwóch dekad z sukcesem działa na rynku brazylijskim. W programie „Biznes Klasa” wskazał on na szerszy, geopolityczny kontekst decyzji Brukseli.
Musimy patrzeć na Mercosur nie tylko jako na potencjalne zagrożenie dla naszej produkcji rolnej, które jest częściowe i da się nim zarządzać, ale musimy rozumieć, dlaczego Europa się na to zdecydowała. Otóż Europa jest bogata, bo żyje z eksportu. Europa kwitła w okresie globalizacji. Natomiast w momencie, kiedy świat pęka na bloki gospodarcze i kiedy USA z jednej strony mają swoje taryfy, a z drugiej Chiny mają bardzo nieprzyjazną politykę w zasadzie wobec wszystkich, Europa musi szukać na świecie miejsc, w których da się jeszcze prowadzić wolny handel. I Mercosur jest jednym z takich miejsc
Zdaniem Domareckiego, umowa jest formą obrony europejskiego dobrobytu i modelu gospodarczego w erze rosnącego protekcjonizmu i rywalizacji mocarstw. Dla polskich firm, poza sektorem rolnym, otwiera to zupełnie nowe możliwości.
Warunek sukcesu: aktywne zaangażowanie i wsparcie państwa
Krzysztof Domarecki nie poprzestaje jednak na ogólnych stwierdzeniach. Wskazuje konkretne warunki, które muszą zostać spełnione, aby polska gospodarka mogła rzeczywiście skorzystać na otwarciu rynku Mercosuru. Jego zdaniem kluczowa jest zmiana podejścia zarówno po stronie biznesu, jak i administracji publicznej.
Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność głębokiego zaangażowania, poznania specyfiki odległych rynków, ich regulacji, kultury biznesowej i budowania długoterminowych relacji. Dla państwa – potrzebę stworzenia kompleksowego systemu wsparcia ekspansji. Domarecki postuluje:
- Znaczne wzmocnienie kadrowe polskich placówek dyplomatycznych i konsularnych w regionie, tak aby mogły one aktywnie wspierać interesy gospodarcze.
- Zwiększenie finansowania i kompetencji Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH) w zakresie promocji w Ameryce Południowej.
- Rozbudowę systemu informowania polskich firm o szansach i procedurach związanych z rynkiem Mercosuru.
- Organizację misji gospodarczych i programów promocyjnych specyficznie ukierunkowanych na ten region.
„To może przynieść bardzo pozytywne wyniki” – podsumował Domarecki, podkreślając, że bez takiego skoordynowanego wysiłku szansa może zostać zaprzepaszczona.
Balans między ochroną a otwarciem
Debata nad umową UE-Mercosur uwidacznia klasyczny dylemat polityki gospodarczej: jak znaleźć równowagę między ochroną wrażliwych sektorów krajowych a korzyściami płynącymi z otwarcia na nowe rynki. Komisja Europejska zapewnia, że umowa zawiera mechanizmy ochronne (klauzule safeguard) dla unijnego rolnictwa oraz wysokie standardy w zakresie zrównoważonego rozwoju. Mimo to, polscy rolnicy domagają się dalszych gwarancji.
Perspektywa przedstawiona przez Krzysztofa Domareckiego poszerza horyzont myślenia o tej umowie. Przypomina, że w dzisiejszym, fragmentaryzującym się świecie gospodarczym, budowanie sojuszy handlowych jest strategiczną koniecznością. Dla Polski wyzwaniem jest nie tylko zabezpieczenie swojego rolnictwa, ale także sprawne wykorzystanie szansy, jaką jest dostęp do ogromnego, dynamicznego rynku Ameryki Południowej dla naszych produktów przemysłowych, usług i technologii. Sukces będzie wymagał partnerskiej współpracy między biznesem a instytucjami publicznymi oraz strategicznej cierpliwości.
Foto: i.wpimg.pl
















