Pożar sieczkarni wartej pół miliona złotych
W gospodarstwie rolnym na północnym Mazowszu, w powiecie ostrołęckim, doszło do dramatycznego zdarzenia. Pan Wiesław, rolnik prowadzący rodzinne gospodarstwo od trzech pokoleń, stracił w pożarze kluczową maszynę – samobieżną sieczkarnię Claas Jaguar 940, kupioną jako nową w 2016 roku z kredytu. Maszyna była ubezpieczona na 480 tysięcy złotych netto.
Do zdarzenia doszło 25 września 2025 roku podczas zbioru kukurydzy w miejscowości Osobne koło Łomży. W wyniku awarii silnika maszyna stanęła w płomieniach. Mimo szybkiej interwencji straży pożarnej, sieczkarnia spłonęła doszczętnie. Strażacy zakwalifikowali zdarzenie jako szkodę całkowitą.
Problemy z ubezpieczycielem
Rolnik zgłosił szkodę tego samego dnia, licząc na szybką wypłatę odszkodowania. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Pojawili się rzeczoznawcy, a z właścicielem, operatorem maszyny i świadkiem rozmawiał wynajęty przez ubezpieczyciela detektyw. Mijały tygodnie, a pieniędzy nie było.
– Sieczkarnia miała skosić około 500 ha kukurydzy, a skosiła ledwie 70 ha. Miałem zlecenia, musiałem wynająć inną maszynę – opowiada rolnik.
Pod koniec grudnia ubezpieczyciel odmówił wypłaty, twierdząc, że maszyna mogła zostać uszkodzona w innych okolicznościach niż zadeklarowane. Co więcej, złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa – chodziło o możliwość celowego podpalenia w celu wyłudzenia odszkodowania. Sprawą zajęła się policja i prokuratura.
Anonimowy donos i sądowe ustalenia
Policja nie dopatrzyła się znamion przestępstwa i umorzyła postępowanie. Wtedy do prokuratury wpłynął anonimowy donos, którego autor twierdził, że właściciel sam podpalił maszynę. Sprawa ruszyła ponownie, a rolnik i świadkowie byli ponownie przesłuchiwani. Pan Wiesław nigdy nie usłyszał jednak zarzutów.
Kluczowa okazała się opinia biegłego z dziedziny pożarnictwa, której – jak twierdzi rolnik – ubezpieczyciel nie udostępnił prokuraturze. Wynikało z niej, że przyczyną pożaru była awaria silnika: zerwany korbowód wyrwał fragment bloku, a olej trafił na rozgrzany kolektor wydechowy. 10 kwietnia 2026 roku Sąd Rejonowy w Łomży utrzymał umorzenie śledztwa w mocy, stwierdzając, że materiał dowodowy jednoznacznie wykluczył przestępczy charakter zdarzenia.
Bank stanął po stronie rolnika
W najtrudniejszym okresie ważną rolę odegrał Limes Bank Spółdzielczy w Chorzelach, w którym kredytowana była sieczkarnia.
– Pani prezes i wiceprezes naprawdę podeszły do tej sytuacji racjonalnie – mówi rolnik.
Bank zaczął naciskać na ubezpieczyciela, pytając, dlaczego poszkodowany nie otrzymał odszkodowania. Rzecznik Finansowy, zapytany o zasady w takich sytuacjach, odpowiedział jednoznacznie:
– Sam fakt prowadzenia postępowania karnego nie może stanowić podstawy do odmowy wypłaty odszkodowania – wyjaśnia Aleksander Daszewski z Biura Rzecznika Finansowego.
Ubezpieczyciel nie może opierać się na przypuszczeniach, lecz musi przedstawić konkretne dowody.
Wypłata po dziewięciu miesiącach, ale sprawa trwa
3 lipca 2026 roku, ponad dziewięć miesięcy po pożarze, ubezpieczyciel uznał szkodę całkowitą i wypłacił 438 530 złotych. Dla pana Wiesława to jednak nie koniec. Wystąpił przeciwko ubezpieczycielowi z pozwem, domagając się odsetek oraz rekompensaty za utracone dochody i koszty wynajmu maszyny zastępczej.
Historia ta pokazuje, jak skomplikowane mogą być relacje między rolnikami a ubezpieczycielami, zwłaszcza gdy w grę wchodzą duże kwoty. Warto pamiętać, że zgodnie z prawem to zakład ubezpieczeń ponosi ciężar ustalenia okoliczności szkody, a odmowa wypłaty wymaga twardych dowodów, nie domysłów.
Źródło: Agropolak.pl













