Wielu producentów owoców z niepokojem spoglądało w kalendarz, obawiając się tradycyjnego ochłodzenia przypadającego na połowę maja. Tegoroczna passa pogodowa okazała się jednak wyjątkowo sprzyjająca, co pozwala rolnikom na ostrożny optymizm. Jan Dziadkiewicz, prowadzący gospodarstwo w Sętalu na Warmii i Mazurach, przyznaje, że tym razem minął go koszmar z poprzedniego sezonu.
Rok pełen obaw i nadziei
W 2024 roku przymrozki wyrządziły ogromne szkody w sadach regionu. Mróz zniszczył kwiaty jabłoni, wiśni i czereśni, a straty sięgały nawet 80% plonów w niektórych gospodarstwach. Dziadkiewicz podkreśla, że wtedy każdy stopień Celsjusza poniżej zera był ciosem dla całorocznej pracy. Tegoroczna aura okazała się łaskawa – temperatury w nocy 15 maja nie spadły poniżej bezpiecznego progu, a wiatr i przelotne opady nie pogłębiły ryzyka.
Eksperci o zmianach klimatu a ryzyku w sadownictwie
Meteorolodzy zwracają uwagę, że w ostatnich latach wiosenne ochłodzenia stają się bardziej gwałtowne, ale też krótsze. Z danych Instytutu Ogrodnictwa wynika, że od 2010 roku liczba dni z przymrozkami w maju wzrosła o 15%, co zmusza sadowników do inwestowania w systemy przeciwprzymrozkowe, takie jak zraszacze czy tunele foliowe. Wielu gospodarzy decyduje się również na później kwitnące odmiany drzew, by zminimalizować ryzyko.
„Gdy w zeszłym roku patrzyłem na gołe gałęzie, myślałem o rezygnacji. Dziś widzę, że natura potrafi być przewidywalna, ale tylko wtedy, gdy jesteśmy na nią przygotowani” – mówi Dziadkiewicz, dodając, że w tym sezonie udało mu się uratować około 90% kwiatów.
Choć sadownicy z Warmii i Mazur odetchnęli, eksperci przestrzegają przed nadmierną ulgą. W najbliższych tygodniach kluczowe będą opady i brak gradobicia, które mogłyby zniszczyć zawiązujące się owoce. W całej Polsce areał sadów jabłoniowych wynosi około 160 tysięcy hektarów, a Polska pozostaje jednym z największych producentów jabłek w Unii Europejskiej, z roczną produkcją przekraczającą 3,5 miliona ton.
Mimo chwilowego spokoju, sezon 2025 wciąż stawia przed rolnikami wyzwania – rosnące koszty energii, nawozów i ochrony roślin. Dziadkiewicz liczy na stabilizację cen skupu, która pozwoliłaby pokryć wydatki i zapewnić godziwy zysk. Na razie jednak cieszy się z każdego kwitnącego drzewa.
Foto: images.pexels.com













