Rozpoczyna się długo wyczekiwany sezon na szparagi, który w tym roku przynosi ze sobą nie tylko wysokie ceny tego warzywa, ale także paradoksalną sytuację na rynku pracy. Mimo atrakcyjnych zarobków, sięgających nawet 20 tysięcy złotych za sezon, rolnicy w Polsce i za granicą borykają się z poważnym deficytem pracowników sezonowych.
Złote żniwa dla zbieraczy
Praca przy zbiorze szparagów jest jedną z lepiej płatnych w sektorze rolniczym. Zbieracze mogą liczyć na wynagrodzenie uzależnione od ilości zebranych pędów, co dla wprawnych i szybkich osób przekłada się na imponujące sumy. Szacuje się, że w ciągu kilkutygodniowego sezonu można zarobić od kilku do nawet 20 tysięcy złotych. To stawka, która przyciągałaby wielu chętnych, gdyby nie specyfika samej pracy.
Dlaczego nikt nie chce pracować?
Mimo wysokiego potencjalnego zarobku, branża zmaga się z chronicznym brakiem rąk do pracy. Głównymi przyczynami są:
- Fizyczny charakter pracy: Zbiór szparagów wymaga pracy w pochylonej pozycji, często przez wiele godzin, co jest bardzo obciążające dla kręgosłupa.
- Nieregularne godziny: Praca często zaczyna się o świcie i jest uzależniona od pogody.
- Sezonowość: Zatrudnienie trwa zaledwie kilka tygodni w roku, co nie zapewnia stabilności finansowej.
- Konkurencja innych sektorów: Pracownicy, zwłaszcza z Ukrainy, którzy stanowili trzon tej siły roboczej, coraz częściej wybierają stabilniejsze zatrudnienie w logistyce, budownictwie czy produkcji.
Rekordowe ceny szparagów w Europie
Sytuacja na rynku pracy ma bezpośredni wpływ na ceny końcowe. Jak podaje portal Polsatnews.pl, u naszych zachodnich sąsiadów, w Niemczech, cena kilograma szparagów sięga obecnie nawet 29 euro. To rekordowy poziom, na który składają się nie tylko koszty pracy, ale także wzrost cen energii, nawozów i ogólna inflacja. W Polsce ceny są nieco niższe, ale trend wzrostowy jest wyraźnie widoczny. Konsumenci muszą się liczyć z tym, że te delikatne warzywa będą w tym sezonie wyjątkowo kosztowne.
Konsekwencje dla rolnictwa
Brak chętnych do pracy przy zbiorach to poważny problem strategiczny dla rolnictwa. Wielu plantatorów obawia się, że część plonów po prostu zgnije na polach, ponieważ nie będzie komu ich zebrać. To prowadzi do realnych strat finansowych i podważa opłacalność uprawy tego wymagającego warzywa. Niektórzy rolnicy rozważają nawet ograniczenie areału lub rezygnację z uprawy szparagów na rzecz mniej pracochłonnych roślin.
„Sytuacja jest poważna. Oferujemy dobre stawki, zapewniamy często zakwaterowanie, a mimo to telefony milczą. To problem, z którym borykamy się od kilku lat, ale w tym sezonie jest on szczególnie dotkliwy” – przyznaje anonimowo jeden z wielkopolskich plantatorów.
Poszukiwanie rozwiązań
Rolnicy i ich związki szukają wyjścia z impasu. Rozważane są różne opcje, od zwiększenia mechanizacji zbiorów – co w przypadku szparagów jest bardzo trudne ze względu na delikatność pędów – po szersze otwarcie na pracowników z krajów spoza Ukrainy, na przykład z Azji. Innym pomysłem jest większa promocja tej pracy wśród Polaków, w tym studentów, choć dotychczasowe kampanie nie przyniosły spektakularnych efektów.
Sezon na szparagi odsłania szerszy problem polskiego i europejskiego rolnictwa: jego zależność od migracyjnej siły roboczej oraz brak atrakcyjności ciężkiej pracy fizycznej dla rodzimej ludności, nawet przy relatywnie dobrym wynagrodzeniu. Nadchodzące tygodnie pokażą, czy tegoroczne zbiory uda się przeprowadzić bez większych strat i jak wysokie będą ostatecznie ceny w sklepach. Jedno jest pewne – złote czasy taniej, sezonowej pracy w rolnictwie bezpowrotnie minęły.
Foto: galeria.bankier.pl
















