More forecasts: Weather Warsaw 30 days
Home / Sport / Ten przepis w siatkówce trzeba zmienić! „To nie ma nic wspólnego ze sportową rywalizacją”

Ten przepis w siatkówce trzeba zmienić! „To nie ma nic wspólnego ze sportową rywalizacją”

volleyball match action

Godzina 00.15, dotarłem do Warszawy. Całą drogę z Kędzierzyna-Koźla miałem uśmiech na ustach na samą myśl o tym pięknym play-off pomiędzy ZAKSĄ i Aluronem, bo tak koniec sezonu powinien wyglądać. Walka o każdą piłkę, dramaturgia, zaskakujący bohaterowie jak Kuba Szymański, odwracanie wyniku. To jest to, co w play-off uwielbiam. W dalszej części o tym, czego z kolei nie uwielbiam w Lidze Mistrzów.

Kontrast między pięknem a absurdem

Powyższe słowa, będące osobistą refleksją dziennikarza sportowego, doskonale oddają emocje tysięcy kibiców, którzy śledzili tegoroczne rozgrywki play-off PlusLigi. Mecz pomiędzy ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle a Aluronem CMC Warta Zawiercie był kwintesencją sportowej rywalizacji na najwyższym poziomie. Wyczyn młodego Jakuba Szymańskiego, który w decydującym momencie przejął pałeczkę po kontuzjowanych kolegach, przejdzie do historii polskiej siatkówki. To właśnie takie momenty – nieprzewidywalne, pełne poświęcenia i czystej sportowej walki – budują legendę rozgrywek i przyciągają przed ekrany nowych fanów.

Liga Mistrzów: gdzie zginął duch sportu?

Niestety, ten rajski obraz siatkarskiego spektaklu mocno kontrastuje z rzeczywistością najważniejszych rozgrywek klubowych w Europie – Ligi Mistrzów. Coraz częściej słychać głosy zawodników, trenerów i komentatorów, że obecny format i niektóre przepisy odbiegają od idei fair play i równej szansy dla wszystkich. Chodzi przede wszystkim o kontrowersyjny system rozstawienia drużyn oraz zasady dotyczące gospodarzy rewanżowych spotkań w fazie pucharowej, które zdaniem wielu fachowców nadmiernie faworyzują kluby z tzw. „wielkiej piątki” krajów.

„To nie ma nic wspólnego ze sportową rywalizacją” – tak ostro o obecnych realiach wypowiedział się jeden z anonimowych trenerskich autorytetów. Jego zdaniem, liga, która z założenia ma wyłaniać najlepszy klub Starego Kontynentu, stała się w dużej mierze przewidywalnym teatrem, gdzie o awansie często decydują nie umiejętności na parkiecie, a decyzje podjęte w gabinetach federacji. Taka sytuacja zabija najważniejszy element sportu – niepewność wyniku.

Konkretne zarzuty i postulaty zmian

Jakie są główne punkty zapalne? Eksperci wskazują na kilka kluczowych obszarów:

  • Nierówny kalendarz: Drużyny z mniejszych federacji są zmuszone do gry w znacznie bardziej napiętym terminarzu, łącząc Ligę Mistrzów z wymagającymi rozgrywkami krajowymi, podczas gdy giganci z Włoch czy Turcji mogą częściej rotować skład.
  • Kryteria finansowe: Obecny system podziału pieniędzy z puli nagród jeszcze bardziej pogłębia przepaść między bogatymi a biednymi, utrwalając dominację kilku klubów.
  • Sędziowanie pod presją: W decydujących momentach spotkań w hali „ulubieńca” często dochodzi do kontrowersyjnych decyzji sędziowskich, na które goście nie mają wpływu.

Postulatem środowiska jest przede wszystkim powrót do losowania par bez sztucznego rozstawiania drużyn na wczesnym etapie oraz wprowadzenie zasady, że o gospodarzu decyduje losowanie, a nie wyższe rozstawienie. To przywróciłoby element niespodzianki i zmusiło wszystkie kluby do gry na najwyższych obrotach od pierwszej minuty sezonu.

Czy zmiana jest możliwa?

Presja na Europejską Konfederację Piłki Siatkowej (CEV) rośnie z każdym sezonem. Kibice wyraźnie wkurzają się na powtarzalność finałów, a mniejsze kluby tracą motywację do inwestycji, widząc szklany sufit. Przykład emocjonujących play-offów PlusLigi pokazuje, że siatkówka, gdy jest uczciwa i otwarta, potrafi być najlepszym sportem świata. Liga Mistrzów, zamiast być jego ukoronowaniem, często staje się jego karykaturą. Czas najwyższy, aby decydenci usłyszeli głos ludzi naprawdę kochających tę dyscyplinę – zawodników, trenerów i widzów. Przepisy muszą służyć sportowi, a nie kilku wybranym klubom. Inaczej, piękna rywalizacja, jak ta między ZAKSĄ a Aluronem, pozostanie jedynie miłym wspomnieniem w kontraście do skomercjalizowanej i przewidywalnej „elitarnej” rozgrywki.

Walka o każdą piłkę, dramaturgia, zaskakujący bohaterowie… To jest to, co w play-off uwielbiam. W dalszej części o tym, czego z kolei nie uwielbiam w Lidze Mistrzów.

Te słowa są nie tylko osobistą konstatacją, ale także manifestem wszystkich, którzy chcą oglądać prawdziwy sport. Miejmy nadzieję, że głos rozsądku w końcu dotrze do władz CEV, zanim Liga Mistrzów całkowicie straci swój urok i wiarygodność.

Foto: ipla.pluscdn.pl

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *