Sprawa zatrucia psów w Brennej trafiła do sądu
W Sądzie Rejonowym w Cieszynie 26 lutego rozpoczęła się głośna rozprawa, której początkiem było nagranie z końca października 2025 roku. Nagranie, które obiegło wówczas internet, przedstawiało dramatyczną scenę z Brennej: dwóch dużych psów goniących czternastoletniego chłopca jadącego na hulajnodze. Chłopiec, chcąc uniknąć ataku, wskoczył do pobliskiego potoku. Tydzień po tym zdarzeniu doszło do tragedii – jeden z psów, suka o imieniu Ami, padła ofiarą zatrucia, drugi, Bania, przeżył, ale wymaga długotrwałego leczenia.
Oskarżenie o postępowanie ze szczególnym okrucieństwem
Prokuratura postawiła zarzuty ojcu nastolatka, Damianowi D. Śledczy zarzucają mu, że z premedytacją podał zwierzętom kawałki boczku z granulkami trutki na ślimaki, co kwalifikuje się jako postępowanie ze szczególnym okrucieństwem. W aktach sprawy znajduje się opinia, że „stan Ami był tragiczny” przed śmiercią. Oskarżony Damian D. nie przyznaje się do winy, a jego obrona zapowiada przedstawienie własnej wersji wydarzeń.
Sprawa budzi silne emocje lokalnej społeczności, dzieląc ją na zwolenników bezwzględnej ochrony zwierząt i osoby rozumiejące desperację rodziny po traumatycznym przeżyciu dziecka.
Kontekst zdarzenia i jego konsekwencje
Incydent z pogonią psów za dzieckiem, udokumentowany nagraniem, stanowi kluczowy kontekst dla późniejszych wydarzeń. Właściciele psów twierdzili, że zwierzęta były zazwyczaj spokojne i nie stwarzały zagrożenia. Jednak dla rodziny chłopca zdarzenie to było traumatyczne i, jak sugeruje prokuratura, mogło być motywem późniejszych działań.
Skutki zatrucia i reakcja społeczna
- Ami: Suka nie przeżyła zatrucia. Jej śmierć stała się centralnym punktem oskarżenia.
- Bania: Drugi z psów przeżył, ale zatrucie pozostawiło trwałe skutki zdrowotne, wymagające ciągłej i kosztownej terapii weterynaryjnej.
Sprawa wywołała szeroką dyskusję na temat odpowiedzialności właścicieli zwierząt, bezpieczeństwa dzieci w przestrzeni publicznej oraz granic samowolnego wymierzania sprawiedliwości. Organizacje prozwierzęce podkreślają, że zatrucie jest wyjątkowo okrutną formą działania, niezależnie od wcześniejszych okoliczności. Z drugiej strony, pojawiają się głosy o bezsilności wobec realnego zagrożenia, jakie mogą stwarzać niekontrolowane zwierzęta.
Przebieg rozprawy i możliwe scenariusze
Pierwsza rozprawa miała charakter organizacyjny. Sąd zapoznał się z aktami sprawy i wyznaczył termin kolejnych posiedzeń, na których zeznania złożą świadkowie, w tym właściciele psów, rodzina oskarżonego oraz specjaliści. Kluczowe będzie ustalenie, czy istnieją bezpośrednie dowody łączące Damiana D. z podaniem trutki, takie jak zeznania naocznych świadków, nagrania monitoringu czy dowody materialne.
Eksperci prawni wskazują, że zarzut postępowania ze szczególnym okrucieństwem wobec zwierząt podlega surowej karze. Jednocześnie obrona może próbować podważyć motyw premedytacji lub wskazywać na stan wyższej konieczności, związany z ochroną życia i zdrowia dziecka, choć taka linia obrony jest w podobnych sprawach niezwykle trudna do utrzymania. Decyzja sądu w tej emocjonalnie i społecznie napiętej sprawie będzie miała znaczenie precedensowe dla podobnych konfliktów na linii sąsiedzkiej.
Foto: www.pexels.com
















