Polska waluta od kilku dni znajduje się pod presją, a kurs euro kontynuuje wzrosty już czwartą sesję z rzędu. Głównym powodem osłabienia złotego jest rosnąca niepewność geopolityczna związana z konfliktem na Bliskim Wschodzie, która skłania inwestorów do poszukiwania bezpiecznych przystani, takich jak dolar amerykański.
Silniejszy dolar to zła wiadomość dla walut rynków wschodzących, w tym dla złotego. Analitycy zwracają uwagę, że w ostatnich tygodniach obserwujemy wyraźny trend umacniania się amerykańskiej waluty, co jest efektem nie tylko napięć na Bliskim Wschodzie, ale także oczekiwań dotyczących polityki pieniężnej w USA. Fed, w przeciwieństwie do Europejskiego Banku Centralnego, nie spieszy się z obniżkami stóp procentowych, co wspiera dolara.
Kurs EUR/PLN przekroczył w poniedziałek poziom 4,30, a zdaniem ekspertów, w krótkim terminie możliwe jest dalsze osłabienie złotego. Według ekonomistów z Banku Pekao, kluczowe znaczenie będą miały dane makroekonomiczne z USA oraz rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie. Jeśli napięcia geopolityczne nie osłabną, presja na złotego może się utrzymać, a kurs euro może wzrosnąć nawet do 4,35 zł.
Warto przypomnieć, że podobna sytuacja miała miejsce na początku 2022 roku, kiedy wybuch wojny w Ukrainie spowodował gwałtowne osłabienie złotego. Wówczas kurs euro sięgnął nawet 4,90 zł. Obecna sytuacja, choć mniej dramatyczna, pokazuje, jak wrażliwa jest polska waluta na wydarzenia geopolityczne i globalne nastroje inwestycyjne.
Dla polskich konsumentów i firm osłabienie złotego oznacza wyższe koszty importu, co może przełożyć się na wzrost cen paliw, towarów z importu oraz kosztów obsługi kredytów walutowych. Z drugiej strony, korzystają na tym eksporterzy, którzy otrzymują więcej złotych za swoje produkty sprzedawane za granicą.
Foto: images.pexels.com
















