Procedura nadania tytułu profesora w Polsce bywa dla naukowców drogą przez mękę, pełną niepewności i długiego oczekiwania. Historie o nominacjach, które latami czekają na podpis w urzędowych szufladach, nie są odosobnione. Jednak przypadek prof. Michała Bejgera, astrofizyka z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika Polskiej Akademii Nauk, pokazuje, że czasem wystarczy jedno odważne pytanie, by uruchomić zastałe tryby administracji.
Komputer, portal i nerwowe oczekiwanie
Prof. Michał Bejger, uznany naukowiec specjalizujący się w astrofizyce gwiazd neutronowych i fal grawitacyjnych, przeszedł już przez wszystkie wymagane etapy procedury habilitacyjnej i otrzymał pozytywną opinię Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów. Pozostał ostatni, formalny krok: nominacja profesorska podpisana przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. To właśnie ten etap okazał się źródłem frustracji.
Jak relacjonuje naukowiec, okres oczekiwania na publikację nominacji w Monitorze Polskim był czasem niepewności. Wielu jego kolegów spędzało długie godziny, kompulsywnie odświeżając stronę internetową urzędowego dziennika, w nadziei na ujrzenie własnego nazwiska. Bejger postanowił działać inaczej.
List, który przyspieszył bieg spraw
Zamiast biernie czekać, astrofizyk postanowił zwrócić się bezpośrednio do źródła. Napisał oficjalne pismo do Kancelarii Prezydenta RP, w którym z grzecznością, ale i stanowczością, zapytał o status swojej sprawy. Chciał uzyskać jasną informację, czy i kiedy może spodziewać się finalizacji procesu.
Reakcja była niemal natychmiastowa. Wkrótce po wysłaniu listu, sprawa nominacji prof. Bejgera nabrała tempa i została szybko sfinalizowana. Sam naukowiec podkreśla jednak, że jego intencją nie było przyspieszenie własnej sprawy za wszelką cenę, lecz zwrócenie uwagi na systemową usterkę.
„Chciałbym mieć pewność, że system działa. I że nie zależy od czyjejś łaski bądź niełaski. A naukowcy nie muszą siedzieć w ciszy i z drżeniem serca czekać, aż ktoś znajdzie czas, by podpisać ich nominacje. Albo kompulsywnie odświeżać stronę 'Monitora Polskiego'” – mówi prof. Michał Bejger.
Problem systemowy, a nie jednostkowy
Historia prof. Bejgera odsłania szerszy problem funkcjonowania administracji publicznej w kontekście wspierania nauki. Długie i nieprzewidywalne terminy załatwiania formalności obniżają morale badaczy, którzy po latach ciężkiej pracy zasługują na godne i sprawne uhonorowanie ich osiągnięć. Niepewność związana z finalizacją tak kluczowego etapu kariery jest źródłem niepotrzebnego stresu i może negatywnie wpływać na plany badawcze oraz stabilność zatrudnienia.
Eksperci wskazują, że podobne opóźnienia są często skutkiem przeciążenia urzędów, skomplikowanych procedur lub braku jasnych, terminowych ścieżek postępowania. Postawa prof. Bejgera pokazuje, że transparentność i bezpośrednia komunikacja mogą być remedium na tę patologię. Jego działanie można postrzegać nie jako skargę, lecz jako obywatelski głos w sprawie usprawnienia mechanizmów państwa.
Nauka potrzebuje przewidywalności
Świat nauki opiera się na planowaniu długoterminowym – grantach, projektach, współpracach międzynarodowych. Nieprzewidywalność w tak fundamentalnej kwestii, jak nadanie najwyższego tytułu naukowego, wprowadza element chaosu, który jest zaprzeczeniem naukowej precyzji. Sprawna i przejrzysta administracja jest więc niezbędnym elementem ekosystemu innowacji.
Przypadek z PAN-u skłania do refleksji nad kondycją całego systemu nadawania stopni i tytułów. Czy podobnych listów powinno być więcej? Czy może potrzebna jest głębsza, systemowa reforma, która zdigitalizuje i usprawni cały proces, czyniąc go bardziej przyjaznym dla naukowca?
Dzięki determinacji jednego astrofizyka, światło dzienne ujrzał problem dotykający wielu środowisk akademickich. Być może ta historia stanie się impulsem do zmian, które sprawią, że przyszli profesorowie będą mogli skupić się wyłącznie na swoich badaniach, a nie na nerwowym śledzeniu urzędowych portali.
Foto: images.pexels.com
















