Marzenie o ciągniku gąsienicowym – czy to się opłaca?
Robert Szymczak, rolnik i twórca kanału Posione, od dawna planował zakup ciągnika gąsienicowego. Początkowo rozważał używaną maszynę, ale obawa przed kosztownym remontem podwozia skłoniła go do wyboru nowego modelu. Ostatecznie zdecydował się na nowego Johna Deere na gąsienicach, finansując go kredytem. Jakie są jego doświadczenia?
Gdzie gąsienice sprawdzają się najlepiej?
W suchych i równych warunkach ciągnik pracuje przewidywalnie i efektywnie. Szymczak wykorzystuje go głównie do siewu siewnikiem Horsch Focus (ponad 300 ha rocznie), uprawy ściernisk 8-metrowym gruberem oraz głębszej uprawy pod buraki i poplony.
Słaby punkt – zmienne warunki glebowe
Problem pojawia się, gdy pole jest nierówne pod względem wilgotności. Jeśli jedna gąsienica trafi na mokre podłoże, a druga na suche, dochodzi do poślizgu i utraty przyczepności. W takich warunkach gąsienice stają się kontrowersyjnym wyborem.
Porównanie z kołami bliźniaczymi
Rolnik zauważa, że koła bliźniacze mają lepszą przyczepność w zmiennych warunkach, ale ich wadą jest szerokość transportowa. Ciągnik gąsienicowy mieści się w normach i ma mniejszy poślizg, co przekłada się na niższe spalanie. Mimo ograniczeń Szymczak ceni sobie pracę tą maszyną i nie żałuje zakupu.
„Wybór ciągnika gąsienicowego to kompromis między pasją a praktycznością. W odpowiednich warunkach jest to wydajne narzędzie, ale rolnik musi być świadomy jego ograniczeń” – mówi Szymczak.
Zachęca on do testowania rozwiązań we własnym gospodarstwie, by wyrobić sobie zdanie na podstawie realnych doświadczeń.
Źródło: Agro Polak
Źródło: Agropolak.pl
Fot. Pexels / Tom Fisk
















