Województwo lubelskie zmaga się z kolejnym przypadkiem wysoce zjadliwej grypy ptaków. Tym razem wirus zaatakował w dużym gospodarstwie specjalizującym się w hodowli kaczek. To już kolejny sygnał, że sytuacja epizootyczna w kraju pozostaje napięta, a służby weterynaryjne muszą działać szybko i zdecydowanie.
Gdzie dokładnie wykryto wirusa?
Jak poinformował Wojewódzki Inspektorat Weterynarii w Lublinie, ognisko potwierdzono w jednej z miejscowości w powiecie lubelskim. W gospodarstwie przebywało kilka tysięcy ptaków, które stanowiły źródło utrzymania dla lokalnego rolnika. Badania laboratoryjne jednoznacznie wskazały obecność wirusa H5N1, który jest szczególnie groźny nie tylko dla ptactwa, ale może także stanowić zagrożenie dla ludzi.
Reakcja służb i procedury
Natychmiast po potwierdzeniu diagnozy wdrożono rygorystyczne procedury bioasekuracyjne. Wyznaczono strefę zapowietrzoną i zagrożoną, w której obowiązują zakazy przemieszczania drobiu oraz produktów pochodzenia zwierzęcego. Inspekcja Weterynaryjna nakazała także wybicie całego stada w zakażonym gospodarstwie, co ma zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się choroby. Podobne działania podejmowano już wcześniej w innych regionach – według danych Głównego Inspektoratu Weterynarii od początku roku w Polsce odnotowano kilkanaście ognisk grypy ptaków, głównie na wschodzie i północy kraju.
Skąd się bierze wzrost zachorowań?
Eksperci wskazują, że głównym winowajcą są dzikie ptaki migrujące, które przenoszą wirusa na duże odległości. Wiosenne przeloty, które właśnie trwają, zwiększają ryzyko kontaktu dzikiego ptactwa z fermami. Weterynarze apelują do hodowców o zachowanie najwyższej ostrożności – regularne dezynfekowanie sprzętu, ograniczenie wstępu osobom postronnym oraz zgłaszanie wszelkich niepokojących objawów u ptaków.
Konsekwencje dla rolników i rynku
Dla hodowców oznacza to ogromne straty finansowe. Likwidacja stada wiąże się z koniecznością odszkodowań, ale proces ich wypłaty często trwa miesiącami. Co więcej, restrykcje handlowe nakładane przez kraje trzecie na polski drób mogą wpłynąć na ceny w sklepach. W ubiegłym roku, w szczycie zachorowań, eksport mięsa drobiowego spadł o kilkanaście procent, co odczuli zarówno producenci, jak i konsumenci.
Specjaliści podkreślają, że kluczowe jest szybkie wykrywanie i izolowanie ognisk. W tym przypadku służby weterynaryjne zareagowały błyskawicznie, co daje nadzieję, że uda się ograniczyć skalę problemu. Mimo to hodowcy z Lubelszczyzny żyją w niepewności, obawiając się kolejnych zakażeń w sąsiednich gospodarstwach.
Foto: images.pexels.com













