Coraz częstsze doniesienia o niedźwiedziach i wilkach pojawiających się w bezpośrednim sąsiedztwie ludzkich siedzib wzbudzają niepokój na Podkarpaciu. Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa samorządowcy z regionu alarmowali, że mieszkańcy boją się o swoje bezpieczeństwo, a zwierzęta podchodzą pod szkoły, domy i gospodarstwa.
Przedstawiciele Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska przyznali, że nie dysponują precyzyjnymi danymi o liczebności populacji niedźwiedzia w Polsce. Szacunki mówią o około 120–150 osobnikach, jednak brakuje systematycznego monitoringu. Mimo to GDOŚ nie wydaje zgód na odstrzał, argumentując, że gatunek jest objęty ścisłą ochroną, a priorytetem powinno być eliminowanie tylko tych osobników, które realnie zagrażają ludziom.
Eksperci zwracają uwagę, że podobne problemy występują w innych krajach Europy, np. w Rumunii czy Słowacji, gdzie populacje niedźwiedzi są większe i gdzie wdrożono programy zarządzania konfliktem. W Polsce jednak od lat brakuje spójnej strategii – mówi prof. Andrzej Kowalski, zoolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Bez dokładnych danych i szybkiej reakcji na konkretne przypadki ryzyko wypadków będzie rosło.
Samorządowcy podkreślają, że potrzebne są nie tylko zgody na odstrzał, ale też lepsze zabezpieczenia, jak elektryczne pastuchy czy systemy odstraszające. Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiada wdrożenie nowych rozwiązań systemowych, w tym rozszerzenie monitoringu GPS oraz utworzenie zespołów szybkiego reagowania. Póki co jednak mieszkańcy Podkarpacia czują się pozostawieni sami sobie.
Foto: images.pexels.com













