Liderka światowego rankingu WTA, Aryna Sabalenka, wywołała burzę w środowisku tenisowym, deklarując gotowość do bojkotu turniejów wielkoszlemowych. Białorusinka domaga się bardziej sprawiedliwego podziału dochodów między zawodników i zawodniczki. W odpowiedzi na te kontrowersyjne zapowiedzi, Polka Iga Świątek wyraziła zdecydowany sprzeciw, uznając bojkot za zbyt radykalne posunięcie.
Sabalenka, która w 2024 roku zdobyła tytuły Australian Open i US Open, argumentuje, że obecny model finansowy faworyzuje organizatorów kosztem tenisistów. Według dostępnych danych, w 2023 roku pula nagród w Wielkich Szlemach wyniosła ponad 200 milionów dolarów, ale zawodnicy otrzymują zaledwie 15-20% tych środków. Białorusinka podkreśla, że bez ich udziału turnieje tracą na wartości, co daje im siłę przetargową. Jej zdaniem, bojkot mógłby przyspieszyć negocjacje z władzami ATP i WTA.
Iga Świątek, czterokrotna mistrzyni Roland Garros, zajęła bardziej umiarkowane stanowisko. W wywiadzie dla polskich mediów stwierdziła, że choć walka o lepsze warunki finansowe jest słuszna, to bojkot mógłby zaszkodzić wizerunkowi tenisa i odstraszyć sponsorów. Polka zaproponowała dialog i stopniowe reformy, wskazując na sukcesy, jakie udało się osiągnąć w ostatnich latach, np. wyrównanie nagród dla kobiet i mężczyzn na wszystkich Wielkich Szlemach. Eksperci przypominają, że podobne napięcia miały miejsce w latach 70., gdy Billie Jean King groziła bojkotem US Open, co doprowadziło do utworzenia profesjonalnego touru kobiet.
Spór między Sabalenką a Świątek pokazuje głębokie podziały w środowisku tenisowym. Z jednej strony mamy głosy radykalne, domagające się natychmiastowych zmian, z drugiej – bardziej pragmatyczne, stawiające na ewolucję. Niezależnie od wyniku, ta dyskusja może przyspieszyć rewizję zasad podziału zysków w sporcie, który generuje miliardy dolarów rocznie. Czas pokaże, czy groźba bojkotu okaże się skutecznym narzędziem, czy jedynie chwilowym zamieszaniem medialnym.
Foto: images.pexels.com













