W środę, 13 maja, na drodze ekspresowej S19 w okolicach Kocka doszło do dramatycznego zdarzenia. Samochód ciężarowy przewożący około 5 tysięcy żywych kurcząt stanął w płomieniach. Pożar wybuchł między węzłami Kock Północ i Kock Południe, na pasie w kierunku Lublina.
Straż pożarna otrzymała zgłoszenie wczesnym popołudniem. Na miejsce skierowano kilka zastępów, w tym specjalistyczne wozy gaśnicze. Akcja gaśnicza była wyjątkowo trudna ze względu na dużą ilość materiału palnego oraz konieczność zabezpieczenia zwierząt. Niestety, mimo wysiłków służb, większość kurcząt nie przeżyła. Według wstępnych ustaleń, przyczyną pożaru mogło być zwarcie instalacji elektrycznej w pojeździe.
Pożary tirów przewożących żywy drób to w Polsce zjawisko rzadkie, ale nie niespotykane. Podobne zdarzenie miało miejsce w 2021 roku na autostradzie A2, gdzie spłonęła ciężarówka z 4 tysiącami brojlerów. W obu przypadkach zwierzęta nie miały szans na ucieczkę, co budzi pytania o standardy transportu i bezpieczeństwo. Eksperci z branży logistycznej zwracają uwagę, że przewóz żywych zwierząt wymaga szczególnych środków ostrożności, takich jak stały monitoring temperatury czy dodatkowe systemy przeciwpożarowe.
Droga S19 w miejscu zdarzenia była całkowicie zablokowana przez kilka godzin. Policja wyznaczyła objazdy przez Kock i okoliczne miejscowości. Ruch przywrócono dopiero po ugaszeniu pożaru i usunięciu wraku. Straty materialne są ogromne – szacuje się je na setki tysięcy złotych. Inspekcja Transportu Drogowego zapowiedziała kontrolę firmy przewozowej pod kątem przestrzegania przepisów dotyczących transportu zwierząt.
To wydarzenie ponownie rozpala dyskusję o warunkach, w jakich podróżują zwierzęta hodowlane. Organizacje prozwierzęce apelują o zaostrzenie norm i częstsze kontrole. W Polsce każdego roku w transporcie giną tysiące zwierząt, a pożary są tylko jednym z wielu zagrożeń. Władze lokalne zapowiadają monitoring sytuacji i ewentualne zmiany w procedurach.
Foto: images.pexels.com













