Pod Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Katowicach rozbrzmiały głosy kobiet, które przyszły bronić swojego lekarza. Ich okrzyki „Dla wielu z nas nie jest tylko lekarzem. Jest człowiekiem, który uratował nam życie” wyraźnie wskazywały, że sprawa wykracza daleko poza zwykły spór pracowniczy. W centrum burzy znalazł się prof. Krzysztof Nowosielski, szanowany ginekolog, który niedawno został zwolniony z pracy. Bezpośrednią przyczyną dyscyplinarnego rozwiązania umowy miało być jego zawiadomienie kierownictwa szpitala o niepokojących zachowaniach podwładnego lekarza.
Sprawa wewnętrzna czy problem systemowy?
Jak wynika z informacji, które wyciekły do mediów, prof. Nowosielski poinformował dyrekcję UCK, że jeden z jego podwładnych lekarzy regularnie opuszczał miejsce pracy w godzinach służbowych. Mężczyzna miał preferować wizyty u krawca lub na targu staroci od pełnienia obowiązków na oddziale. Doniesienie przełożonego, zamiast uruchomić procedury wyjaśniające w stosunku do podwładnego, obróciło się przeciwko samemu profesorowi. Decyzja o zwolnieniu wybitnego specjalisty wywołała szok nie tylko w środowisku medycznym, ale przede wszystkim wśród jego pacjentek.
Głos pacjentek – najważniejszy w tej sprawie
Protest pod katowicką kliniką nie był zorganizowany przez związki zawodowe, ale przez zwykłe kobiety, które przez lata były pod opieką profesora. To one stanęły w jego obronie, podkreślając jego nie tylko zawodowe, ale i ludzkie zalety. Wypowiedzi protestujących były pełne emocji i wdzięczności. Wielokrotnie podkreślały, że profesor Nowosielski traktował je podmiotowo, poświęcał czas na wyjaśnienia, a przede wszystkim – skutecznie leczył. Dla wielu z nich jego odejście oznacza utratę zaufanego lekarza prowadzącego, co w przypadku poważnych, często przewlekłych schorzeń ginekologicznych jest sytuacją niezwykle trudną.
„To nie jest sprawa jednego człowieka. To jest sprawa tego, jaki ma być system ochrony zdrowia. Czy ma być oparty na fachowcach z powołaniem, czy na urzędniczych decyzjach” – mówiła jedna z protestujących, której słowa trafnie podsumowują szerszy kontekst zdarzenia.
Reakcja szpitala i dalsze konsekwencje
Dyrekcja Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Katowicach, pytana przez media o sprawę, ogranicza się zazwyczaj do lakonicznych stwierdzeń o „decyzji personalnej” i „przestrzeganiu procedur”. Brakuje szczegółowego wyjaśnienia, dlaczego to zgłaszający problem został ukarany, a nie ten, którego zachowanie zgłosił. Ta niejasność rodzi pytania o kulturę pracy w publicznej służbie zdrowia i mechanizmy odpowiedzialności. Czy system karze tych, którzy próbują wyegzekwować dyscyplinę i standardy? Eksperci ds. prawa pracy wskazują, że jeśli doniesienie profesora było prawdziwe, jego zwolnienie może stanowić przykład mobbingu lub represji za ujawnienie nieprawidłowości.
Szersze tło – kryzys kadr i morale w służbie zdrowia
Sprawa prof. Nowosielskiego rozgrywa się w czasie głębokiego kryzysu kadrowego i nastrojów w polskiej medycynie. Niedobór lekarzy, zwłaszcza specjalistów, przeciążenie pracą i biurokracja to codzienność wielu placówek. W takich warunkach utrata doświadczonego profesora, cieszącego się autorytetem i zaufaniem pacjentów, jest ciosem nie tylko dla nich, ale i dla samej instytucji. Protest pacjentek unaocznia również rosnącą świadomość i aktywność pacjentów, którzy nie godzą się już na bierne przyjmowanie decyzji administracyjnych, które ich zdaniem degradują jakość opieki.
Dalszy rozwój sytuacji jest niepewny. Pacjentki zapowiadają kontynuację protestów i zbieranie podpisów pod petycją o przywrócenie profesora. Sam prof. Nowosielski rozważa zapewne kroki prawne. Niezależnie od wyniku tych działań, sprawa ta odsłoniła głęboką przepaść między wartościami wyznawanymi przez lekarzy-praktyków i ich pacjentów a sztywnymi, często niezrozumiałymi mechanizmami zarządzania w dużych szpitalnych molochach. Pytań jest wiele: o priorytety w służbie zdrowia, o ochronę sygnalistów oraz o to, czy głos pacjenta ma jeszcze jakąkolwiek siłę w obliczu administracyjnych decyzji.
Foto: images.pexels.com
















