Sieć Castorama postanowiła zamknąć swój flagowy sklep w formule Smart, który miał wyznaczać nowe trendy w handlu materiałami budowlanymi. Decyzja zapadła po niespełna dwóch latach działalności, a pracownicy zostali poinformowani o zwolnieniach grupowych. Ostatni dzień funkcjonowania placówki zaplanowano na 16 maja.
Nowa koncepcja, która nie sprawdziła się w praktyce
Castorama Smart, otwarta z dużym rozmachem, miała być odpowiedzią na zmieniające się oczekiwania klientów. Kompaktowa powierzchnia, mniejszy asortyment i większy nacisk na obsługę doradczą – taki model wydawał się obiecujący w dobie rosnącej popularności zakupów online. Niestety, rzeczywistość rynkowa okazała się mniej łaskawa. Jak podają źródła branżowe, sklep borykał się z niższą niż zakładano frekwencją, a koszty operacyjne przewyższały przychody.
– Eksperyment z formatem Smart pokazał, że nawet duże sieci muszą ostrożnie podchodzić do innowacji. Klienci w segmencie DIY wciąż preferują tradycyjne, duże sklepy z pełnym asortymentem – komentuje analityk rynku handlowego, dr inż. Krzysztof Nowak.
Problemy kadrowe i społeczne skutki zamknięcia
Zamknięcie sklepu oznacza utratę pracy dla kilkudziesięciu osób. Związkowcy zapowiadają negocjacje w sprawie odpraw, ale podkreślają, że decyzja zarządu jest ostateczna. W całej branży budowlano-remontowej odnotowuje się spadek sprzedaży o około 8% w skali roku, co może wpływać na dalsze decyzje restrukturyzacyjne w innych sieciach.
Przykład Castoramy Smart to nie tylko historia nieudanego biznesu, ale też sygnał dla całego sektora. W dobie inflacji i zmieniających się nawyków konsumenckich, nawet najwięksi gracze muszą elastycznie dostosowywać strategię. Czy inne sieci wyciągną wnioski z tej porażki? Czas pokaże.
Foto: images.pexels.com













