W polskich dokumentach urzędowych i aktach prawnych funkcjonuje skrót „AI”, choć pochodzi on od angielskiego Artificial Intelligence, a nie od polskiej nazwy „sztuczna inteligencja”. Zdaniem ekspertów Instytutu Łączności – Państwowego Instytutu Badawczego, którzy opublikowali właśnie raport na ten temat, powinno się w takich kontekstach stosować skrót „SI”.
Skrót, który nie tłumaczy sam siebie
Skróty mają ułatwiać rozumienie tekstu – „UE” odsyła do Unii Europejskiej, a „JST” do jednostki samorządu terytorialnego. W przypadku „AI” ten mechanizm zawodzi: ani litera „A”, ani „I” nie pochodzi od słów „sztuczna inteligencja”. Aby zrozumieć, skąd wziął się ten zapis, trzeba znać angielski termin.
Problem narasta, gdy o technologii mówi się na głos. „AI” bywa wymawiane jako „ej aj”, „aj” lub „a-i” – warianty te nie podpowiadają słuchaczowi polskiej pełnej nazwy. „SI” wymawia się prosto: „es-i”, a skrót wprost odsyła do słów, które zastępuje.
Państwo mówi do wszystkich, nie tylko do specjalistów
Dokumenty publiczne trafiają nie tylko do informatyków, ale też do nauczycieli, samorządowców, przedsiębiorców i seniorów. Jeśli administracja chce wyjaśniać działanie sztucznej inteligencji i zachęcać do świadomego korzystania z niej, język komunikacji powinien być zrozumiały od pierwszego zdania.
Jak przypomina Instytut Łączności, utrwaliło się już „AI” w nazwach oficjalnych – uchwała Rady Ministrów ustanawiająca „Politykę dla rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce od roku 2020” wprowadziła określenie „Polityka AI”. Portal administracji rządowej posługuje się sformułowaniami „AI i społeczeństwo” czy „AI i sektor publiczny”.
Jak robią to inne kraje Unii Europejskiej
Argument o międzynarodowej popularności „AI” nie przekonuje autorów analizy. Porównanie dokumentów strategicznych państw UE pokazuje, że własny skrót nie przeszkadza w europejskiej debacie. Niemcy od künstliche Intelligenz tworzą „KI”, Francja, Hiszpania i Włochy używają „IA”, Słowenia – „UI”, Litwa – „DI”, a Węgry – „MI”. Część państw w krajowych dokumentach woli w ogóle nie skracać nazwy.
Uwaga na pozorne wyjątki: szwedzkie „AI” wygląda jak angielskie, ale pochodzi od szwedzkiego artificiell intelligens. Podobnie może być w języku niderlandzkim. Jeśli dokument powstał po angielsku, użycie „AI” jest naturalne, bo zgadza się z językiem tekstu.
Polska – obok Czech – należy do nielicznej grupy państw, które w dokumencie napisanym w języku krajowym posługują się skrótem zapożyczonym z angielskiego.
Dwa skróty, dwa różne zadania
Eksperci nie postulują usunięcia „AI” z polskiego obiegu. Skrót jest potrzebny w międzynarodowej współpracy, nauce i biznesie, gdzie odwołujemy się do anglojęzycznych nazw i dokumentów. Inną funkcję pełni jednak komunikat kierowany do obywateli – tu państwo powinno mówić językiem wywodzącym się z polskiej nazwy.
Możliwe rozwiązanie to rozdzielenie kontekstów: „SI” w polskojęzycznych materiałach wyjaśniających i strategiach, „AI” tam, gdzie przemawia za nim język dokumentu lub utrwalona nazwa własna. Wymagałoby to konsekwencji redakcyjnej, zwłaszcza przy aktualizacji dokumentów, w których „Polityka AI” jest już nazwą oficjalną.
Szczegółowa analiza nazewnictwa, wymowy skrótów i praktyk państw UE znalazła się w trzecim rozdziale „Raportu miesięcznego o trendach technologicznych” Instytutu Łączności – PIB, edycja 5 (lipiec 2026). Publikacja omawia także ewolucję cyberataków w erze sztucznej inteligencji, jej zastosowania podczas mundialu 2026 oraz najważniejsze trendy technologiczne lipca.
Debata o dwóch literach prowadzi do szerszego pytania: kto ma czuć się zaproszony do rozmowy o sztucznej inteligencji. Technologia będzie wpływać na pracę, edukację i usługi publiczne niezależnie od wybranego skrótu – od języka zależy jednak, jak szerokie grono osób będzie umiało o niej rozmawiać i rozumieć decyzje podejmowane w jej sprawie.
Źródło: Instytut łączności
Fot. gov.pl













