Były prezydent Krakowa, Aleksander Miszalski, po raz pierwszy od ogłoszenia wyników referendum z 24 maja zabrał głos w sprawie swojego odwołania. W rozmowie z mediami polityk Koalicji Obywatelskiej przyznał, że decyzja mieszkańców nie była dla niego całkowitym zaskoczeniem, choć skala poparcia dla wniosku o jego usunięcie – 97,93 proc. – robi wrażenie.
W referendum wzięło udział 29,99 proc. uprawnionych do głosowania. To oznacza, że próg frekwencyjny, wymagany do ważności głosowania, został przekroczony. Za odwołaniem Miszalskiego opowiedziało się 171 581 osób. Polityk KO podkreślił, że przyczyn takiego wyniku należy szukać w wielu obszarach, a nie w jednym konkretnym wydarzeniu. – To efekt kumulacji różnych czynników, które złożyły się na niezadowolenie części mieszkańców – stwierdził.
Eksperci wskazują, że w ostatnich miesiącach w Krakowie narastały napięcia związane z polityką transportową, zarządzaniem budżetem miasta oraz kontrowersyjnymi decyzjami urbanistycznymi. Według politologa dr. hab. Jacka Kowalskiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego, referendum to sygnał, że mieszkańcy oczekują większej transparentności i skuteczności. – To nie tylko ocena konkretnych działań, ale też wyraz frustracji wobec ogólnego kierunku rozwoju miasta – komentuje Kowalski.
Miszalski zapowiedział, że zamierza przeanalizować wyniki i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Nie wykluczył, że może to wpłynąć na jego dalszą działalność polityczną. Na razie jednak skupia się na zakończeniu bieżących spraw w urzędzie.
Foto: images.pexels.com













