Boliwia zmaga się z poważnym kryzysem politycznym i społecznym. Kraj ogarnęły masowe protesty, które doprowadziły do paraliżu wielu regionów. Demonstranci, wywodzący się głównie z niższych warstw społecznych i ludności rdzennej, domagają się ustąpienia rządu oraz zapowiadają kontynuację blokad dróg i innych akcji obywatelskiego nieposłuszeństwa.
Sytuacja w Boliwii jest napięta od kilku tygodni. Bezpośrednim powodem wybuchu niezadowolenia były decyzje władz dotyczące polityki gospodarczej i społecznej. Rząd prezydenta Luisa Arce, który objął urząd w 2020 roku, zmaga się z rosnącą inflacją, niedoborami paliw i żywności, a także z brakiem zaufania społecznego. Wiele osób zarzuca ekipie rządzącej nieudolność i korupcję, porównując obecną sytuację do kryzysu z 2019 roku, który doprowadził do dymisji prezydenta Evo Moralesa.
Protesty przybrały na sile po tym, jak rząd ogłosił drastyczne podwyżki cen podstawowych produktów, takich jak chleb, mleko i benzyna. Dla wielu Boliwijczyków, zwłaszcza tych żyjących na wsi, oznacza to niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb. Główny związek zawodowy górników, Central Obrera Boliviana (COB), wezwał do strajku generalnego, a organizacje chłopskie zablokowały główne szlaki komunikacyjne w departamentach La Paz, Cochabamba i Santa Cruz. Według doniesień lokalnych mediów, w starciach z policją rannych zostało kilkadziesiąt osób.
Eksperci zwracają uwagę, że Boliwia, będąca jednym z najbiedniejszych krajów Ameryki Południowej, od lat boryka się z głębokimi podziałami społecznymi i niestabilnością polityczną. Kraj ten jest bogaty w surowce naturalne, takie jak lit i gaz ziemny, ale korzyści z ich wydobycia nie trafiają do ogółu społeczeństwa. Ponadto, zmiany klimatyczne, w tym susze i powodzie, dodatkowo pogłębiają kryzys w rolnictwie, co przekłada się na wzrost cen żywności.
Międzynarodowe organizacje, w tym Organizacja Państw Amerykańskich (OPA), wyraziły zaniepokojenie sytuacją w Boliwii i wezwały obie strony do dialogu. Na razie jednak rząd Arce nie wykazuje chęci do ustępstw, a liderzy protestów zapowiadają, że będą kontynuować akcje, dopóki ich postulaty nie zostaną spełnione. W kraju rośnie obawa przed eskalacją przemocy i pogłębieniem się kryzysu humanitarnego.
Przypomnijmy, że podobne protesty miały miejsce w Boliwii w 2003 roku, kiedy to tzw. „wojna gazowa” doprowadziła do obalenia prezydenta Gonzalo Sancheza de Lozady. Obecnie wielu komentatorów obawia się, że historia może się powtórzyć, jeśli władze nie znajdą szybko sposobu na załagodzenie nastrojów społecznych.
Foto: images.pexels.com











